Kultura i rozwój miast idą w parze. Ale pod pewnymi warunkami

PortalSamorządowy.pl (Agnieszka Widera-Ciochoń) - 03-06-2017
Fot. PTWP

- Jeśli się ma wizję rozwoju miasta, to o kulturze trzeba myśleć biorąc pod uwagę tradycje, ilość szkół, sposób spędzania czasu mieszkańców, a niekoniecznie budować wielkie obiekty, jeśli nie mamy gwarancji, że to utrzymamy – mówi Krzysztof Materna.

Temat kultury i rozwoju miast był tematem ciekawego panelu dyskusyjnego podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Z tym, że kultura jest ważna zgadzają się wszyscy. Jak zauważa Artur Celiński, szef zespołu DNA Miasta, autor raportu Miejskie Polityki Kulturalne 2016, wyzwaniem jest definiowanie samego pojęcia kultury i jej roli w życiu lokalnych społeczności.

- Zapytaliśmy pracowników instytucji i wydziałów kultury, jak weryfikuje się ich efekty pracy. 25 proc. respondentów odpowiedziało, że nie ma narzędzi do oceny, a ok 30 proc. stwierdziło, że ocena dokonywana jest poprzez nieformalne relacje. Urzędnicy mają cztery różne rodzaje definicji kultury, różnie definiowany jest też efekt, sukces. Jest interes władzy, interes mieszkańców, interes twórców. Nie można rozpoczynać dialogu o kulturze bez danych, znajomości, efektywności działań, bez mierzenia efektów – twierdzi Celiński.

Efektem kulturalnych inwestycji powinny być zyski, ale nie tylko w wymiarze ekonomicznym



- To oczywiste dla wszystkich, inwestujesz w muzeum, inwestujesz w sale koncertowe i masz zysk z biletów. Ale jest i bardziej ważny, bardziej wytrzymały zwrot z takich inwestycji - to zwrot społeczny – mówi Pete Kercher, założyciel i członek Europejskiego Instytutu Projektowania i Niepełnosprawności, ambasador Design for All Europe. - Inwestowanie w kulturę to zmniejszanie czynnika znudzenia, napięć w społeczeństwie. Każde zmniejszenie tych napięć pozwala zaoszczędzić na środkach bezpieczeństwa, a te bywają kosztowne. Oszczędzamy na policji, na więzieniach, na pomocy społecznej – dodaje.

Inwestycje w kulturę mają wielorakie znaczenie. A efekty nie zawsze widoczne są od razu.

- Czasem wskaźniki PKB na mieszkańca, na region nie są odzwierciedleniem tego, jak żyje się w danym miejscu. To nie poziom PKB jest najważniejszy z punktu widzenia mieszkańca, a jakość życia, komfort - uważa Stanisław Kluza, prezes Banku Ochrony Środowiska. – Mówi się o ekologii życia, związanej też z przyjaznością przestrzeni publicznej, obecnością także kultury. Obecność instytucji podnosi jakość życia.

Ale by mieszkańcy mieli czas na kulturę, potrzebne jest odpowiednie zbilansowanie czasu.

- Niezbędne, ale też nudne czynności, jak obsługa bankowa, czynności w urzędach powinny być wykonywane stosunkowo sprawnie i szybko – dodaje Kluza.

Nie da się mówić o inwestycjach kulturalnych, nie przywołując przykładu hiszpańskiego miasta Bilbao. Władze tego miasta zmieniły ośrodek przemysłowy w kulturalne centrum regionu, wykorzystując do tego architekturę współczesną. Przełomowe znaczenie miała budowa Muzeum Guggenheima. Odtąd miasto zaczęło tętnić życiem i stało się centrum turystycznym. Muzeum przyczyniło się do powstania wielu nowych miejsc pracy w sektorze usług, co wzbogaciło gospodarkę miasta. Dzięki tej zmianie powstał nowy fenomen społeczny nazwany Efektem Bilbao. Wiele miast próbowało później powtórzyć ten sukces, jednak bez powodzenia.

- Zwracam uwagę, że nie można tego przykładu brać za pewnik. Ta strategia nie będzie działać zawsze i wszędzie. Nie ma gwarancji. W 2009 roku byłem w Wilnie, miasto było Europejską Stolicą Kultury. Osoby odpowiedzialne za kulturę sugerowały, że zaproszą architekta, który miałby zaprojektować budowlę pokroju obiektu z Bilbao. Odradziłem im to, bo to wielka inwestycja. Niektóre projekty po prostu przekraczają budżet i trzeba zdawać sobie sprawę z ograniczeń – mówi dalej Kercher.

A przykładów przeinwestowania lub nietrafionych inwestycji nie trzeba daleko szukać.- W Gorzowie Wielkopolskim powstała filharmonia bez tradycji muzycznych, w mieście bez szkoły muzycznej. Pochłonęła ponad 100 mln zł, sprowadzono muzyków, oferując im mieszkania i zarobki, bo w mieście nie mieli swoich, a frekwencję poodnoszą głównie uczniowie okolicznych szkół. Co roku filharmonia pochłania 50 proc. budżetu na kulturę – wylicza Celiński.

- Trzeba wyważać wszystkie aspekty, a także walczyć z ego samorządowym, ambicją włodarza miasta. Jeśli się ma wizję rozwoju miasta, to o kulturze trzeba myśleć, biorąc pod uwagę tradycje, ilość szkół, sposób spędzania czasu mieszkańców, a niekoniecznie budować filharmonie i zatrudniać 100 skrzypków, jeśli nie mamy gwarancji, że to utrzymamy – komentuje znany satyryk i współwłaściciel MM Communications Krzysztof Materna.

- Polecam walkę z ego, wyważanie racji i wpajanie politykom, szczególnie lokalnym w małych miejscowościach, że biblioteka jest ważniejsza od mostku, mimo że mieszkańcy wolą mostek – kontynuuje Materna.

Strategia rozwoju kultury w mieście to podstawa



O konieczności szerszego spojrzenia mówi architekt Tomasz Konior.

- Nie zgodzę się z tym, że budowa filharmonii w Gorzowie była błędem. Błędem było to, że w ślad za zbudowaniem murów nie wpisano do strategii kolejnych kroków. To kwestia konsekwencji myślenia, działania w kontekście, budowania strategii – twierdzi Konior.

Za strategię i przemyślane działania chwalone są Katowice.

- Katowice, miasto kultury – powstało ze strategicznego myślenia. Katowice dlatego mają przewagę nad innymi miejscami, że do działań w kulturze włodarze podeszli wg planu, który uwzględnia wszystkie okoliczności tworzące potencjał kultury – mówi Materna.

Powstała w stolicy Górnego Śląska na pokopalnianych terenach Strefa Kultury – z nową siedzibą Muzeum Śląskiego, Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, Międzynarodowym Centrum Kongresowym – zmieniła miasto i spojrzenie na kulturę.

- Może zdziwić rozmach i skala obecnego muzeum – ale biorą one się z faktycznego zapotrzebowania na takie inicjatywy – przekonuje Alicja Knast, dyrektor Muzeum Śląskiego. – Od momentu zmiany siedziby frekwencja muzeum wzrosła co najmniej 10 razy. Przestrzeń muzeum i wokół stała się jedną z najlepszych miejscówek w mieście.

Pieniądze, ach pieniądze - za kulturę trzeba płacić?



- Mało kto wierzył w sukces budowy nowej siedziby NOSPR, a okazało się, że była strzałem w dziesiątkę. Byliśmy w stanie zrealizować ją o czasie i w budżecie. To, że miasto inwestuje w kulturę, przynosi duże korzyści. Prawdziwą wartością pieniądza jest to, jak się zagospodaruje, jakie przynosi efekty – twierdzi Tomasz Konior.

- Kultura jest instrumentem budowy, ale czego? Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć. W dobie usług internetowych miasto nie ma już zaspokajać potrzeb użytkowych mieszkańców. Miasto to przestrzeń, gdzie to, co symboliczne spotyka się z tym, co rzeczywiste, a czynnikiem, który o to zadba, jest kultura – twierdzi Piotr Zaczkowski z katowickiej instytucji Miasto Ogrodów, podkreślając, że budżetowe wydatki na kulturę traktowane są nie jak wydatki, a inwestycja.

Rzeczywistość jednak nie tylko w Polsce pokazuje, że najłatwiej zaciskać pasa w kulturze.

- Zawsze tnie się budżet w pierwszej kolejności w kulturze, tak się dzieje przez 20, 30 lat. To można postrzegać jako samobójstwo, zwłaszcza we Włoszech, gdzie kultura jest tak rozwinięta. To zmusiło nas do szukania innych źródeł finansowania. Szukamy więc samofinansowania się kultury, bo nie możemy już bazować na wsparciu kraju – mówi Pete Kercher. - Muszą być sposoby finansowania kultury w mniejszej skali. Trzeba rozmawiać z różnymi partnerami, prowadzić konsultacje - dodaje.

Kercher zachęca samorządy do szukania własnego sposobu na wyróżnienie się, dając przykład włoskiego miasta Matera. W 2019 roku będzie ono Europejską Stolicą Kultury, a jeszcze w latach 70-tych XX wieku było tak zapuszczone, że Włosi się go wstydzili.

- Stworzono projekt, by miasto praktycznie przekształcić od podstaw. Część najbardziej zapuszczoną, gdzie ludzie praktycznie mieszkali w jaskiniach, rewitalizowano. Takie podejście dało stolicę kultury. Nikt nie wierzy, że do 2019 uda się skończyć rewitalizację, ale to proces, który trwa i jego efekty już widać. Mówię to, bo kultura polega na budowaniu przynależności, a otwartość i przykład Matery pokazały tę możliwość i to odrywając kulturę od polityki i cyklu wyborczego – reasumuje Kercher.

Projekt zakłada, że uda się przełożyć kulturalną różnorodność regionu na realny zysk dla społeczności. Mówi o lekcjach, odwiedzaniu miejsc kultury, rewitalizacji zabytków, ale także lokalnym rzemiośle, muzyce, folklorze.

Kultura bowiem musi być także dostępna dla zwykłych mieszkańców. - Kultura musi być dostępna, blisko ludzi. Musi być robiona nie dla, a z mieszkańcami – wtedy efekty są najlepsze. Kultura to nie tylko wielkie wydarzenia, ale i codzienne bezpłatne zajęcia dla dzieci w dzielnicowych domach kultury i takie małe ośrodki też muszą mieć zagwarantowane pieniądze na działalność, a pracownicy kultury potrzebują widzieć, że miasto wydaje pieniądze nie tylko na mury, ale docenia także ich pracę – podkreśla Celiński.

Artykuł powstał na bazie dyskusji na panelu "Kultura i rozwój miast", który odbył się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.