Mechanizmy rynkowe dla inteligentnego rozwoju

Paweł Jachowski / portalspożywczy.pl
Fot. Fotolia

Polskim firmom coraz łatwiej jest pozyskać środki na innowacje, a przedsiębiorcy zaczynają rozumieć, że w dzisiejszych realiach gospodarczych nie można stać w miejscu, tylko cały czas należy się zmieniać.

Środki na rozwój w obszarze innowacji nie są zarezerwowane jedynie dla branż nowoczesnych, lecz są też dostępne w coraz większym stopniu dla branż tradycyjnych. Polskie przedsiębiorstwa muszą się jednak przygotowywać na to, że po 2020 r. mogą przestać być dofinansowywane przez UE - to główne wnioski, jakie płyną z dyskusji podczas panelu "Mechanizmy rynkowe dla inteligentnego rozwoju", jaki odbył się w czwartek w Katowicach w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2014.

GALERIA (12 zdjęć)



Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju podkreślił, że polskie firmy coraz więcej przeznaczają na innowacje.



- Głównym przesłaniem, jakie płynie z raportu przygotowanego ostatnio przez PwC we współpracy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju jest to, że każda publiczna złotówka wydana na przedsiębiorstwa, generuje kilka dodatkowych złotówek, które przedsiębiorstwa same postanawiają wydać na identyczny cel - mówił prelegent.



Jak zauważył, między rokiem 2011 a 2012 doszło do bardzo dużego, dynamicznego skoku o około 50 proc. kwoty, jaką przedsiębiorstwa przeznaczają na badania i rozwój z własnej inicjatywy, bez wsparcia publicznego. Był to niespotykany kiedykolwiek w Polsce wzrost, z około 3,5 mld zł do 5,5 mld zł.



Grabarczyk wyraził też przekonanie, że przedsiębiorstwom w najbliższych latach będzie łatwiej zdobywać pieniądze na innowacje. - Będzie bardziej sensownie, tak aby ludzie gros swojej energii mogli skoncentrować na generowaniu wartości, a nie na zajmowaniu się tym, czy formalności są zrealizowane, czy projekt został rozliczony i czy papiery są w porządku - tłumaczył.



Z opinią, że o pozyskiwanie środków publicznych na innowacje będzie firmom coraz łatwiej, zgodzili się pozostali paneliści. Podkreślali oni zarazem, że środki te muszą być wydawane z głową.



- Istotą wydawania publicznych pieniędzy jest to, żeby były wydawane sensownie - mówił Mateusz Gaczyński, zastępca dyrektora w Departamencie Innowacji i Rozwoju w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. - Polscy przedsiębiorcy są na tyle innowacyjni i głodni kapitału, że i tak po wszystkie dostępne pieniądze sięgną. Nie możemy całkowicie odbiurokratyzować procesu przyznawania środków. Państwo jest inwestorem i tak jak każdy inwestor musi mieć pewne wymagania.



Potrzebę dostosowania się do wymogów prawnych przy konsumowaniu środków europejskich podkreślał też Tadeusz Więckowski, rektor Politechniki Wrocławskiej i Przewodniczący Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych. Zwrócił on również uwagę na drugą stronę medalu, czyli krajowe obostrzenia unijnych przepisów. - Ważne jest to, byśmy na prawo unijne nie nakładali dodatkowych uregulowań, które są naszą radosną twórczością. W przeszłości takie sytuacje się zdarzały - zauważył.



- Generowanie takich naszych nadinterpretacji wynika bardzo często z próby zachowania pewnej dozy bezpieczeństwa tych, którzy muszą podejmować decyzje i czasami generują różnego rodzaju niepotrzebne przepisy. Chcą oni chronić siebie, bowiem nie mają cywilnej odwagi do podejmowania decyzji - tłumaczył Więckowski. Dodał jednak, że z roku na rok sytuacja się poprawia.



Uczestnicy panelu zastanawiali się również, realizacji jakich projektów, w jakich obszarach, potrzebuje polska gospodarka i jakie projekty mają największe szanse na dofinansowanie w obszarze innowacji.



- Wydaje mi się, że polski rynek innowacji istotnie nie różni się co do swoich fundamentów od rynków europejskich. W związku z tym, jeżeli obszar szeroko rozumianej informatyki jest zawsze obszarem numer jeden wszędzie na świecie, to Polska w żaden sposób ani in plus, ani in minus od tego nie odbiega - przekonywał Władysław Halbersztadt, członek zarządu Pitango Investin Ventures.



Jego zdaniem, ma to zarówno dobre, jak i złe strony. - Mamy bardzo wielu zdolnych programistów, którzy mogą oferować swoje produkty, ale to też oznacza, że nasze dość powszechne w Polsce samozadowolenie z tego, jakich to mamy dobrych informatyków, też nie do końca ma uzasadnienie. Dzisiaj przewaga na rynku globalnym w branży IT nie leży do końca w kwalifikacjach personalnych programistów - zaakcentował Halbersztadt.



Zdaniem dyskutanta, polską specjalnością stać się mogą natomiast inne dziedziny nauki. - Jeżeli spojrzymy na to, co oferuje bardzo szeroko rozumiana polska nauka, ja bym stawiał na przede wszystkim na dwie dyscypliny: fizykę i chemię. To są absolutnie takie obszary naukowe, gdzie polskie zespoły badawcze są najwyżej w świecie. To właśnie fizyka i chemią mogą być polską specjalnością - zaznaczył Halbersztadt.



Z przedstawicielem Pitango Investin Ventures nie do końca zgodził się moderujący debatę Paweł Blajer z TVN 24 Biznes i Świat. - Inwestor przeważnie będzie oczekiwał takich biznesów, które są w obszarze IT, w obszarze wysokich technologii, w których jest wysoka marżowość, gdzie jest bardzo wysoko ustawiona stopa zwrotu. W takim biznesie wszystko się ładnie układa, szybko można osiągnąć zysk. To też zakłada trochę, że wszystkie sektory tradycyjne, w których potrzebny jest od razu duży nakład, a zyski się pojawiają dopiero w przyszłości, mogą nie być wspierane - mówił dziennikarz.



Piotr Kuszewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Kapitałowych w Banku Gospodarstwa Krajowego przekonywał, że inwestować warto we wszystko, ale przede wszystkim należy inwestować w to, co zapewni wsparcie dla polskiego wzrostu gospodarczego.



- Nie jest ważne, w co inwestujemy. Ważne, by to przynosiło zysk. Inwestorzy powinni inwestować w taki sposób, aby po prostu jak najszybciej się wzbogacić, bo każda inwestycja generująca zyski przekłada się na wzrost gospodarczy. Z tej perspektywy uznaliśmy w BGK, że trzeba dać inwestorom wolną rękę. Niech inwestują w to, co pozwoli im zarobić, a my im przy takich projektach pomożemy w pozyskaniu finansowania. Oczywiście w taki sposób nie zbudujemy drugiego programu Apollo, ale dzięki takiemu działaniu całe mnóstwo mniejszych przedsiębiorstw, mniejszych inicjatyw pozwoli polskiej gospodarce kwitnąć i tworzyć podstawy do zrobienia w przyszłości czegoś naprawdę wielkiego, na przykład właśnie programu Apollo - przekonywał Kuszewski.



Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju zauważył, że cały czas funkcjonują mechanizmy, które pozwalają odpowiedzieć na potrzeby branż tradycyjnych, a nie tylko branż nowoczesnych. Jako przykład podał program Hefajstos, który chce uruchomić wspólnie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju branża firm kuźniczych. - Te firmy chcą robić drobne usprawnienia, które będą pozwalać ich produktom być nieco bardziej konkurencyjnymi oraz nieco tańszymi od produktów konkurencyjnych, na przykład niemieckich. My myślimy o innowacjach, nowych technologiach pod kątem wielkich rzeczy, jakie dzieją się w ICT, rzeczy jakie robią Google czy Yahoo, tymczasem innowacje w firmach kuźniczych mogą być równie ważne - powiedział Grabarczyk.



Z opinią, że da się ze sobą pogodzić inwestowanie we wszystko, nie zgodził się Tadeusz Więckowski, rektor Politechniki Wrocławskiej. - Pewien plan rozwoju każdy kraj musi mieć. Są określone strategie, a Polska nie jest żadną wyspą i jej strategie muszą się wpisywać w strategie europejskie. Innego wyjścia nie ma - tłumaczył.



Jego zdaniem Polska ma olbrzymi potencjał, zwłaszcza w niektórych branżach i będzie się w nich liczyć, o ile nie stanie w miejscu. Więckowski jako jedną z kluczowych dla rozwoju Polski branż wymienił energetykę. - Jeżeli chcemy wszystko finansować, to nie zrobimy ani jednego kroku do przodu, a wręcz się cofniemy w rozwoju. Nie mamy bowiem takich pieniędzy, żeby móc sobie pozwolić na inwestowanie we wszystko - zaznaczył przewodniczący Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych.



W co na pewno warto inwestować w obszarze innowacji? Zdaniem Mateusza Gaczyńskiego z MNiSW, absolutnym ideałem z perspektywy administracji publicznej byłoby to, gdyby innowacje w większym stopniu odpowiadały na wyzwania społeczne, czyli zmiany klimatyczne, starzenie się społeczeństw i zmiany stanu zdrowia.



- Większość projektów innowacyjnych ma tę cechę, że zarówno trafia w gusta konsumentów, jak i odpowiada na wyzwania społeczne, choć często trudno jest zdać sobie z tego sprawę. Każdy projekt wdrażany w tradycyjnych branżach produkcyjnych jest projektem służącym ochronie środowiska, nawet jeżeli jest to projekt realizowany w cementowni czy hucie - mówił Gaczyński. Jak podkreślił, w Polsce nie mamy problemu z podażą projektów. Problem natomiast polega na tym, jak wybrać najlepsze spośród wszystkich projektów.



Jacek Aleksandrowicz, wiceprezes Polski Przedsiębiorczej podkreślał, że w obecnych realiach gospodarczych praktycznie każda firma została zmuszona do dążenia do bycia innowacyjną. W dawnych czasach można było założyć zwykły biznes i po jakimś czasie zdobyć monopol na rynku. Tymczasem dzisiaj konkurencja jest tak duża, że innowacja jest czymś wymaganym, aby przetrwać na rynku dłużej niż kilka lat. Ta innowacyjność może mieć wymiar zarówno mocno technologiczny, jak i procesowy.



- Przez nasze inkubatory przewinęło się ponad 7 tys. start-upów, a 90 proc. z nich było kompletnie innowacyjnych. Mamy zasadę, że przyjmujemy wszystkich, ale naszym zadaniem jest, aby wytłumaczyć przedsiębiorcom, że muszą jak najszybciej zacząć dążenie, aby ich firmy stały się innowacyjne. Przykładów mam mnóstwo: niektóre firmy zaczynały od udzielania korepetycji, a dziś ich produkty zdobywają najważniejsze nagrody start-upowe na świecie - wskazał wiceprezes Polski Przedsiębiorczej.



Na inny ważny wątek zwrócił uwagę Paweł Przewięźlikowski, prezes Selvita S.A. Jak przekonywał, polscy przedsiębiorcy muszą przygotowywać się na taką sytuację, że po 2020 roku Hiszpania, Francja, Niemcy nie będą chciały dofinansowywać naszej gospodarki pośrednio za pomocą grantów unijnych. - Musimy zrobić trwałą gospodarkę, która będzie zdolna konkurować międzynarodowo bez zastrzyków unijnej gotówki, dlatego w tej perspektywie finansowania mamy ostatni moment, kiedy możemy zrobić trwałość projektów, trwałą przewagę konkurencyjną polskich przedsiębiorstw - mówił.



- Nie chodzi o to, by tylko zarobić, przetransferować pieniądze z budżetu Unii Europejskiej do prywatnych przedsiębiorców, którzy potem zainwestują je w Afryce w opcje na olej palmowy i opodatkują w raju podatkowym. Chodzi o to, by wspierać tych, którzy wytworzą dobre miejsca pracy i infrastrukturę badawczo-rozwojową czy przemysłową, która będzie w stanie się sama finansować po 2020 roku - przekonywał Przewięźlikowski.



Konieczność przygotowania się na koniec dofinansowań z UE po roku 2020 podkreślał też Leszek Grabarczyk. - Polska powinna w zdecydowanie większej mierze, niż w perspektywie finansowej 2007-2013, zacząć wykorzystywać mechanizmy w partnerstwie publiczno-prywatnym. To będzie podstawowy mechanizm, który spowoduje, że w 2020 roku nie staniemy na krawędzi klifu finansowego. Nie będzie tak, że nagle skończą się pieniądze unijne i potem będzie przepaść, tylko dzięki takim mechanizmom, jak partnerstwo publiczno-prywatne w 2020 roku w sposób przewidywalny będzie można nakręcać koniunkturę - podkreślił wicedyrektor NCBR.



Dyskutanci zastanawiali się również nad modelem kształcenia przedsiębiorcy i zależnościami między nauką i biznesem.



Dość niepopularną w Polsce opinię wygłosił Paweł Przewięźlikowski. Prezes Selvita SA nawoływał do oddzielenia badań i rozwoju od kształcenia. - W tej chwili wymagamy od naukowców, żeby byli hybrydami: świetnymi dydaktykami, dodatkowo prowadzącymi świetne badania naukowe. W większości naukowców rozliczamy właśnie hybrydowo. Tymczasem psychologicznie te dwie rzeczy są często ze sobą zupełnie sprzeczne. Albo ktoś jest kreatywnym indywidualistą, (...) albo ma dobre umiejętności społeczne - przekonywał. MNiSW zdaniem Przewięźlikowskiego powinno więc oddzielić ośrodki badawcze od ośrodków dydaktycznych. Jak dodał, w Polsce mamy zdecydowanie za dużo naukowców, a część z nich tylko udaje, że prowadzi badania.



Z pomysłem radykalnego oddzielenia biznesu od sfery badawczej nie zgodził się Tadeusz Więckowski. - Nasza gospodarka potrzebuje wysokiej klasy specjalistów. Jeżeli będziemy kształcili na przykład inżynierów bez kontaktu z nauką, z nowoczesnymi technologiami, to kogo wykształcimy? - pytał rektor Politechniki Wrocławskiej. - Obawiam się natomiast czegoś innego, a mianowicie tego, że dzisiaj w ocenie wielu pracowników kariera naukowa liczy się bardziej od jakości dydaktyki - dodał. Jak zauważył, w Polsce jest też zbyt trudno zwolnić z uczelni słabego pracownika dydaktycznego.

> POWRÓT DO KATALOGU

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.