Choroby cywilizacyjne – jak można z nimi wygrać

RynekZdrowia.pl
Fot. PTWP

W rozmowach ekspertów o chorobach cywilizacyjnych i starzeniu się społeczeństwa nieustannie przewijają się pojęcia: odpowiedzialność i edukacja. Podkreślają oni, że zdrowie nie jest prywatną sprawą obywatela. Żeby to zrozumiał, potrzebna jest edukacja zdrowotna - ale taka, która nie jest sprawą tylko resortu zdrowia.

ZOBACZ MATERIAŁY WIDEO

Jak zauważa prof. Mirosław J. Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny, od 1989 r. nieprzerwanie wzrastają wskaźniki długości życia w Polsce.

GALERIA (14 zdjęć)



- Dziewczynka, która urodzi się dzisiaj, będzie żyć 82 lata, chłopiec - ponad 70 lat. Jednocześnie dzisiaj umrze 1050 osób. W 2012 r. odnotowano 385 tys. zgonów. Ich główne przyczyny to choroby układu krążenia (45 proc.), nowotwory (25 proc.), przyczyny zewnętrzne (6 proc.) Do tego dochodzą choroby psychiczne i uzależnienia, choroby reumatyczne, a pomiędzy jednymi a drugimi są otyłość i cukrzyca - zaznacza dyrektor Instytutu*.



Jakub Gierczyński, ekspert Fundacji na rzecz Zdrowego Starzenia się, zwraca natomiast uwagę, że w 2010 r. w Polsce żyło 5 mln osób powyżej 65. roku życia, w 2035 r. będzie ich 8,3 mln, czyli 23 proc. społeczeństwa.



- Nałożymy na te liczby dane o chorobowości. Tylko 20 proc. osób powyżej 65. roku deklaruje w Diagnozie Społecznej optymalny stan zdrowia, a 80 proc. osób uznaje swój stan zdrowia za niezadowalający lub zły. Dołączmy do tego wyniki badań PolSenior, które wykazały, że wśród osób powyżej 65. roku życia aż 36 proc. wymaga opieki w warunkach domowych lub szpitalnych, a statystyczny 70-latek w Polsce ma 3-4 choroby cywilizacyjne razem - wymienia Gierczyński.



Statystyczny senior



Obraz klasycznego 70-latka to osoba ze schorzeniem sercowo-naczyniowym (nadciśnienie, miażdżyca), chorobą metaboliczną (najczęściej cukrzyca), nadwagą lub otyłością, często uzależniona od tytoniu, również od alkoholu.



- Do tego dochodzą czasem schorzenia upośledzające narząd słuchu i wzroku. Niedosłuch/głuchota, które istnieją razem z chorobami degeneracyjnymi, np. siatkówki oka, i które prowadzą do nieuchronnej ślepoty, powodują, że te osoby znikają z przestrzeni publicznej. Biorąc pod uwagę, że choroby cywilizacyjne są przyczyną 80 proc. zgonów w Polsce i to, jaki jest stan zdrowia 65-latków, możemy powiedzieć, że choroby cywilizacyjne są w naszym kraju głównym problemem - mówi Gierczyński.



Prof. Leszek Czupryniak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, wskazuje z kolei na to, że w Polsce bagatelizowane są choroby przewlekłe, w tym cukrzyca.



- Obecnie, szczególnie w dużym mieście, trudno umrzeć na zawał serca lub niewydolność nerek. Medycyna w Polsce jest medycyną stanów nagłych. Należy jednak przenieść nacisk na rzecz chorób przewlekłych - rozważa prof. Czupryniak.



Więcej: Europejski Kongres Gospodarczy: choroby przewlekłe są na przegranej pozycji



Dr Janusz Prokopczuk, ordynator IV Oddziału Kardiologii Inwazyjnej, Elektrostymulacji i Angiologii w Polsko-Amerykańskiej Klinice Serca w Kędzierzynie-Koźlu, przyznaje, że jesteśmy świadkami niesamowitego rozwoju inwazyjnych metod leczenia.



- Ok. 90 proc. pacjentów z zawałem i stabilną chorobą wieńcową, które kiedyś były leczone zachowawczo, jest leczone inwazyjnie. Dzięki temu osiągnęliśmy śmiertelność w ostrej fazie zawałów w granicach 4 proc., co absolutnie lokuje nas na czołowych miejscach w krajach OECD - przypomina dr Prokopczuk.



Inwazyjnie leczymy znakomicie, ale potem...



Zaznacza jednak, że po roku od wypisu ze szpitala ta śmiertelność wzrasta do 15 proc., a do 4 lat ilość zgonów w tej grupie chorych sięga nawet 33 proc.



- Mamy ok. 450 tys. pacjentów, którzy powinni być pod specjalnym nadzorem, w sposób bardzo profesjonalny rehabilitowani, a według danych zawartych w programie optymalnej terapii rehabilitacyjnej w Polsce w ośrodkach rehabilitacji stacjonarnej rocznie rehabilituje się tylko 24 tys. ludzi. Chory trafiający w stanie ostrym na oddziały kardiologii inwazyjnej, które w całej Polsce są doskonale wyposażone i zorganizowane, często jest leczony w tzw. złotej godzinie i stopień uszkodzenia serca jest mały. Potem jednak mamy lukę między ostrym pobytem w szpitalu a dalszym życiem - mówi ordynator.



Jak wyjaśnia, pacjenci, którzy zostali skierowani na rehabilitację kardiologiczną do ośrodków stacjonarnych powinni być nauczeni odpowiedniego zachowania, odżywiania, stosowania leków. W rzeczywistości chory wraca do codziennego życia i pojawia się pustka. Według Krakowskiego Programu Wtórnej Prewencji Choroby Niedokrwiennej Serca tylko 9 proc. pacjentów po roku przestrzega zaleceń, które ma wypisane w karcie wypisowej ze szpitala.



W opinii dr Prokopczuka, jest to kwestia edukacji chorych, ale ona nie może się odbywać tylko w sektorze medycznym - powinny być specjalne programy edukacyjne w szkole. Drugi problem - śmiertelność w tej grupie chorych będzie coraz większa, z uwagi na to, że mamy do czynienia z naturalnym przebiegiem chorych oraz szeregiem chorób współtowarzyszących.



- Kardiologia inwazyjna nie jest panaceum na przedłużenie życia. Problem jest interdyscyplinarny. Musi zbudować szeroko rozumiany program rehabilitacji zarówno stacjonarnej, jak i ambulatoryjnej. Dziś połowa kraju takiego dostępu nie ma. Przyszłością jest telemedycyna. Pytanie, czy pacjenci będą umieli i chcieli korzystać z telemedycyny, jeśli nie zrozumieją, że ich zdrowie jest wartością publiczną i społeczną - rozważa dr Prokopczuk.



Jak (nie) funkcjonuje profilaktyka



Lidię Gądek, lekarza rodzinnego, posła na Sejm RP, członka sejmowej Komisji Zdrowia, z jednej strony cieszy fakt, że profilaktyka w POZ funkcjonuje sprawnie. Jak podała, dane MZ i NFZ, dotyczące tego, jak POZ realizuje profilaktykę wśród dzieci i młodzieży do 18 lat, wykazały, że bilanse zdrowia wykonywane są w 97 proc. a poziom szczepień jest jednym z najwyższych w Europie - w granicach 90 proc.



- Jest to ogromnie ważne dla zdrowia populacyjnego Polaków, bo tak jak wychowamy sobie następne pokolenie, jak nauczymy żyć nasze dzieci - takie będziemy mieć społeczeństwo w jesieni ich życia. Nie lubię określenia ''starzejemy się''. Mamy po prostu przejść płynnie w zdrową jesień życia - mówi Lidia Gądek.



Z drugiej strony, w wieku dorosłym rolę lekarza rodzinnego przejmuje medycyna pracy - przejmuje też opiekę profilaktyczną, ale tylko nad częścią życia obejmującą pracę zawodową.



- Część naszego społeczeństwa w wieku od 24 do 65 lat praktycznie nie podlega obligatoryjnym badaniom profilaktycznym. Fundusz oferuje produkty profilaktyczne, które są wykonywane częściowo w POZ, częściowo przez specjalistykę, ale to są tylko produkty wybrane. Na część z nich POZ kieruje, część to informacja różnych instytucji o możliwości ich wykonania, ale to nie jest porządkowane w sposób systemowy - zwraca uwagę poseł.



Podkreśla też, że pacjentów w jesieni życia nie obejmują prawie żadne profilaktyczne postępowania.



- Tylko ci obywatele, którym potrafimy uświadomić, że powinni zgłaszać się i wykonywać badania okresowe - podlegają im. Profilaktyka to nie tylko sprawa medycyny, ale i współpracy resortu zdrowia z innymi resortami i działami życia społecznego, przede wszystkim nacisk na edukację - zaznacza Lidia Gądek.



Maria Libura z Instytutu Studiów Interdyscyplinarnych nad Chorobami Rzadkimi na Uczelni Łazarskiego, członek Komitetu Sterującego projektu "Konstruktywni” Fundacji na rzecz Zdrowego Starzenia się, wskazuje, że dane pokazują, iż choroby przewlekłe niezakaźne stają się obciążeniem dla społeczeństw, a obciążenia te będą rosły.



- Dlaczego to ciągle nie przekłada się na politykę i nie dociera do społeczeństwa? W Polsce dominuje sposób myślenia o zdrowiu i chorobie jako zasobie prywatnym, co stawia chorego w pozycji roszczeniowej, w roli petenta, który sięga po środki publiczne - podkreśla Libura.



W jej opinii, konieczne jest przejście od widzenia tego, że zdrowie jest rzeczą prywatną do tego, że jest to kwestia publiczna, wpływająca na gospodarkę i los społeczeństwa.



O odpowiedzialności mówi również Marcin Pakulski, zastępca prezesa ds. medycznych NFZ. W jego opinii, w Polsce mamy do czynienia z deficytem odpowiedzialności społeczeństwa i pewnego rodzaju kryzysem zaufania. Wskazał, że Polacy uważają, że ich tryb życia i decyzje, jakie podejmują w kwestii swojego zdrowia, to ich sprawa, natomiast choroba jest już problemem państwa.



Zdaniem Marcina Pakulskiego w debatach na temat zdrowia publicznego powinni uczestniczyć nie tylko przedstawiciele resortu i NFZ, ale i Ministerstwa Edukacji Narodowej.

> POWRÓT DO KATALOGU


WIDEO

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.