Finansowanie systemów ochrony zdrowia – wyzwania dla Polski i Europy

RynekZdrowia.pl
Fot. PTWP

Co to tego, że trzeba zwiększyć finansowanie sektora ochrony zdrowia zgadzają się wszyscy. Wątpliwości pojawiają się wtedy, gdy padają pytania o ile i z jakich źródeł? Próbowali odpowiedzieć na nie uczestnicy panelu pn. Finansowanie systemów ochrony zdrowia - wyzwania dla Polski i Europy, który zorganizowano w czwartek (8 maja) w Katowicach, w ramach VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Zadania tego podjęli się profesorowie medycyny, politycy, lekarze, eksperci. Byli zgodni, że na zwiększenie wydatków wpływają takie czynniki, jak starzenie się populacji, wzrost zachorowalności na choroby przewlekłe, rosnące koszty związane z wprowadzaniem nowych technologii medycznych itd.

GALERIA (11 zdjęć)



Żeby zobrazować skalę problemu, prof. Jan Duława, prorektor ds. nauki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, przywołał przykład Stanów Zjednoczonych. Jak obliczono, jeśli wydatki na ochronę zdrowia będą tam rosły w takim tempie, jak obecnie, to w 2082 r. trzeba będzie przeznaczać na tę sferę 100 proc PKB (w ostatnich latach jest to w granicach 14-17 proc.).



- Trzeba sięgać po nowe technologie. Medycyna jest droga - stwierdził z kolei prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu i wskazał, nawiązując do wydatków związanych z nowymi technologiami, że np. jeszcze niedawno nie operowano niektórych guzów, podczas gdy obecnie te kosztowne operacje są wykonywane.



Nie tylko NFZ, jest też budżet



Senator PiS i były wiceminister zdrowia Bolesław Piecha podzielił pogląd przedmówców, że należy zwiększyć finansowanie. Zwrócił jednak uwagę, że co do tego zgadzają się wszyscy, ale na dobrą sprawę nie wiadomo, o ile powinny wzrosnąć wydatki na ochronę zdrowia. Teraz przeznacza się w Polsce na zdrowie 7,2 proc. PKB (w tym ze źródeł prywatnych).



Piecha zauważył, że finansowanie kosztownych procedur medycznych przerzucono z budżetu państwa na NFZ, licząc na to, że składki zdrowotne będą rosły. Tymczasem nastąpiło spowolnienie gospodarki (nazywane przez opozycję kryzysem) i wpływy ze składek zmalały.



- Rynek zareagował w ten sposób, że głównym regulatorem między podażą a popytem stała się kolejka i odsyłanie pacjentów na bliżej nieokreślony termin wykonania usługi - powiedział senator i dowodził, że w tej sytuacji są dwie możliwości: podwyższenie składki zdrowotnej albo przesunięcie pieniędzy z budżetu. - Premier Wielkiej Brytanii Tony Blair nie zawahał się przesunąć z budżetu państwa miliardy funtów, żeby wzmocnić system opieki zdrowotnej - przekonywał.



Stwierdził ponadto, że w budżecie państwa zawsze były środki na leczenie - nie tylko na uniwersytety medyczne, rezydentury i budowę szpitali. - Ta część budżetu stale się zmniejszała. Czas wrócić do tego, że na pewne programy środki musi zapewniać budżet, np. na procedury onkologiczne - powiedział.



Podobny pogląd co do roli budżetu zaprezentował poseł Tomasz Latos, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia. Zwrócił również uwagę na potrzebę koordynacji polityki zdrowotnej, szczególnie na szczeblu lokalnym i regionalnym.



Koordynacja przeciw trwonieniu



- Rozwija się pewne dziedziny medycyny i tworzy w powiatach szpitalne oddziały według własnego uznania i lokalnych ambicji, a potem zwraca się do płatnika o pieniądze - mówił poseł i apelował o uwzględnienie w planowaniu realnych potrzeb i skoordynowanie wydatków inwestycyjnych na szczeblu regionalnym.



Innym przykładem nieracjonalnego podejścia do kwestii wydatków jest jego zdaniem patrzenie na problemy ochrony zdrowia z punktu widzenia jednego resortu. - Mamy do czynienia w Polską resortową - stwierdził. Skrytykował również branżowe podejście do problemów ochrony zdrowia.



- Urzędnik zainteresowany jest jedynie tym, by nie wydać trochę więcej. Nie dostrzega, że wzrost wydatków np. na nowe technologie może spowodować ich ograniczenie w innej sferze - powiedział.



Zdaniem przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, jeden punkt widzenia, stricte ekonomiczny, widoczny jest np. w ustawie o działalności leczniczej - nieprzypadkowo wprowadziła ona takie pojęcia, jak przedsiębiorstwo podmiotu leczniczego, świadczeniobiorca, świadczeniodawca.



Do jednostronnego spojrzenia na ochronę zdrowia odniósł się też prof. Jan Duława, który stwierdził, że w polskich szpitalach przebywają pacjenci, którymi powinna zaopiekować się opieka społeczna. - Leżą w szpitalu, bo nie wiadomo co z nimi zrobić - powiedział prorektor.



Profesor podzielił się zaskakującą dla wielu obserwacją: - Medycyna odpowiada za stan zdrowia w 20 proc. Należy zatem promować zdrowie, czyli ciąć po kosztach.



- Samorząd lekarski ma świadomość, że w systemie brakuje środków finansowych. Tego nikt nie kwestionuje. Pytanie tylko, skąd je wziąć? - zauważył Andrzej Włodarczyk, reprezentujący Naczelną Radę Lekarską, były wiceminister zdrowia.



Zwrócił uwagę, że poza brakiem pieniędzy brakuje też pomysłów i koncepcji.



- Przynajmniej od dwóch lat nie ma pomysłu na to, co robić w ochronie zdrowia. Były np. zapowiedzi likwidacji NFZ. Tymczasem do konsultacji społecznych przekazano projekt zakładający totalną centralizację NFZ. Zmiany proponowane przez Ministerstwo Zdrowia prowadzą do upolitycznienia Funduszu i centralizacji, bo o wszystkim będzie decydował minister zdrowia - ocenił.



Powiedział również, że dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne byłyby ważnym uzupełnieniem finansowania.



Dodatkowe ubezpieczenia - większe pieniądze, większy kłopot?



Adam Pustelnik, ekspert rynku ubezpieczeniowego, rozwinął ten wątek dyskusji. Jego zdaniem, obecnie nie ma woli wpisania dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w system.



- Nie mogą funkcjonować obok systemu i być dodatkowym źródłem wprowadzania środków. Jeśli miałyby działać równolegle, to byłoby to ściganie się o te same pieniądze - mówił o tym, jakie powinno być miejsce dodatkowych ubezpieczeń w systemie, jeśli zostałyby wprowadzone.



- Ponadto byłoby tak, że im gorzej w systemie publicznym, tym lepiej dla prywatnych ubezpieczycieli - ocenił. Przypomniał również, że 2,5 mln ludzi kupiło abonamenty medyczne, a 600 tys. prywatne polisy ubezpieczeniowe, co stanowi ponad 15 proc. ogółu pracujących. Jego zdaniem, to maksymalny wskaźnik do osiągnięcia w przypadku dodatkowych ubezpieczeń.



- Mówimy, że w systemie jest za mało pieniędzy. Padają różne, absurdalne kwoty - 30 mld, 50 mld zł. Żeby wiedzieć, ile potrzeba, należy określić potrzeby zdrowotne, a ich też nie znamy. Nie mamy również realnych wycen procedur - powiedział Adam Pustelnik.



W jego ocenie brak ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych powoduje to, że ubezpieczyciele biorą sprawy w swoje ręce, czego przykładem jest fakt, że największa sieć medyczna należy do ubezpieczyciela.



- Tak jak w Polsce zrodziły się abonamenty medyczne, choć nie było odpowiednich przepisów, tak samo ubezpieczyciele integrują się i rozwijają infrastrukturę, stając się ważnym partnerem dla NFZ - zauważył.



Dziesięcioletnie kontraktowanie - plusy i minusy



Adam Aleksandrowicz, wiceprezes zarządu American Heart of Poland SA, odniósł się do koncepcji MZ dot. wydłużenia okresu kontraktowania do 10 lat. Powiedział, że pomysł, choć wydaje się atrakcyjny, może być ryzykowny.



- Podmiot posiadający taki kontrakt może być zadowolony, ale trzeba pamiętać, że jednocześnie wzrastają bariery dla konkurencji i nowym podmiotom będzie trudniej wejść na rynek - zauważył i dodał, że promesy do kontraktów oraz mapy potrzeb zdrowotnych powinny być integralną częścią koncepcji wydłużającej kontraktowanie.



Stanisław Dąbkowski z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu wskazał na niewykorzystane możliwości finansowania ochrony zdrowia. Zaliczył do nich umożliwienie szpitalom publicznym świadczenia usług komercyjnych.



- Mamy koszty, a nie mamy sprzedaży. Należy zezwolić na świadczenia komercyjne po zrealizowaniu przez szpital kontraktu z NFZ.



Opowiedział się również, za "pozbawieniem finansowania nierentownych placówek, utrzymywanych z powodu ambicji".

> POWRÓT DO KATALOGU

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.