Globalna ekspansja polskich firm – w praktyce

wnp.pl (Piotr Apanowicz)
fot. PTWP

W wielu wypadkach, nie tylko w przypadku największych polskich firm, chęć dalszego rozwoju jest równoznaczna z koniecznością ekspansji zagranicznej, bo krajowy rynek z czasem robi się dla nich zwyczajnie za ciasny - oceniają uczestnicy sesji „Globalna ekspansja polskich firm w praktyce”, która odbyła się w ramach tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

ZOBACZ MATERIAŁY WIDEO

- Dla nas była to w pierwszej kolejności dywersyfikacja produktowa. Zarabiamy na miedzi i srebrze, ale chcemy również wejść w takie surowce jak platyna, pallad czy nikiel, których w Polsce zwyczajnie nie ma – powiedział Herbert Wirth, prezes firmy KGHM Polska Miedź, uważanej za sztandarowy przykład sukcesu polskiej firmy za granicą.

GALERIA (10 zdjęć)



Jego zdaniem warunki inwestowania dla górnictwa w Polsce są kiepskie, dlatego drugim powodem wyjścia poza Polskę dla KGHM była chęć uzyskania innych źródeł przychodów. – Musieliśmy stworzyć aktywa zdecydowanie płynniejsze niż te posiadane w kraju. Przez lata byliśmy skoncentrowani na jednym kraju, w praktyce jednym złożu, to była dla nas konieczność – tłumaczył prezes Wirth.



Podkreślił jednocześnie, że koszty generowane przez KGHM poza Polską są zdecydowanie niższe niż w kraju. – Projekt Sierra Gorda w Chile, który zakończymy w tym roku, zrealizowany zostanie w rekordowym tempie czterech lat, podczas gdy w polskich warunkach uruchomienie produkcji tego typu trwałoby prawdopodobnie jakieś dwa razy dłużej – dodał.



O konieczności jeśli chodzi o rozwój za granicą, choć z nieco innych powodów, mówił również Krzysztof Niemiec, wiceprezes spółki Trac Tec. – W naszym przypadku było to potrzebne do uzyskania certyfikatów i zezwoleń, potrzebnych na innych rynkach – wyjaśnia. W jego opinii, w pierwszej kolejności firmy dążą do eksportowania swoich produktów czy usług na inne rynki, a w kolejnym etapie wejście kapitałowe na dane rynki może okazać się niezbędne. – Nasza produkcja wymaga homologacji na danym ryku, której uzyskanie jest na tyle skomplikowane i czasochłonne, że aby wejść skutecznie na rynek niemiecki, musieliśmy kupić zakład w Leunie, który już posiadał wszelkie wymagane certyfikaty i zezwolenia – powiedział.



Jak dodał, firma Trac Tec zakończyła już proces budowy eksportu, który stanowi dziś 22-23 proc. produkcji firmy i jest na etapie umacniania swojej zagranicznej obecności. – Mamy trzy lokalizacje w Europie, jedną poza Europą, a dwie kolejne powinny dojść do skutku w najbliższych miesiącach – zapowiedział.



Bartosz Pastuszka, dyrektor zarządzający IBBC Group zauważa dwa kluczowe czynniki, które determinują zagraniczną ekspansję polskich podmiotów. – Pierwszym rzeczywiście jest konieczność, a drugim apetyt na ryzyko – ocenił. Według niego taki kraj jak Polska, średniej wielkości w Europie, powinien dysponować pewną liczbą marek globalnych, podczas gdy możemy pochwalić się jedynie markami aspirującymi do miana globalnych, w przeciwieństwie do mniejszych od Polski krajów skandynawskich czy Holandii. – To wynika z tego, że tamtejsze firmy szybciej musiały wyjść poza rynek krajowy, w Polsce dłużej można było się rozwijać na bazie rynku lokalnego – mówił.



Podkreślił przy tym, że w zagranicznej ekspansji polskie firmy powinny poszukiwać okazji przede wszystkim tam, gdzie rynki są atrakcyjniejsze i rozwijające się szybciej od stabilnej Europy.



- W naszym przypadku ekspansja poza granice kraju była nie tylko konieczna, ale na dodatek musiała od razu dotyczyć rynków pozaeuropejskich, ze względu na fakt, że Unia Europejska, poprzez swoją politykę klimatyczną, najzwyczajniej nie chce tradycyjnego przemysłu – powiedział Waldemar Łaski, prezes firmy Famur, produkującej urządzenia dla górnictwa. – Wiele krajowych firm jest w podobnej do nas sytuacji, że chcąc się rozwijać, musiało pominąć naturalny etap ekspansji regionalnej i przeskoczyć od razu do ekspansji globalnej, bo w naszej branży cały świat się rozwija, a Europa nie – dodał.



Tomasz Misiak, prezydent rady nadzorczej Work Service, zastrzegł, że w Polsce dość często prawdziwą ekspansję zagraniczną przedsiębiorstw w sposób nieuprawniony utożsamia się z eksportem produktów czy usług. – Tymczasem z punktu widzenia patriotyzmu gospodarczego powinniśmy szczególnie promować rzeczywistą zagraniczną ekspansję, dzięki której centrum zarządzania i zysków takich przedsiębiorstw będzie w Polsce, podobnie jak w przypadku zagranicznych inwestycji w Polsce centrum zysków najczęściej pozostaje w kraju centrali inwestora – przekonuje. Według niego, spółce Work Service udało się na polskim rynku uzyskać wystarczającą „masę krytyczną” do tego, aby mogła ona stać się konsolidatorem rynku HR w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Dzięki temu, że spółka weszła na rynek w 11 krajach, zatrudnienie w grupie zwiększyło się o ok. 200 osób. – Wydaje się, że w wielu innych branżach polski rynek również jest wystarczający do uzyskania takiej masy krytycznej, pozwalającej na ekspansję zagraniczną. Teraz jest niewątpliwie dobry moment na taki ruch – uważa Tomasz Misiak.



Podobnego zdania jest Martin Oxley, szef sekcji handlowej w Ambasadzie Brytyjskiej w Warszawie. – Wasze firmy muszą rozwijać się za granicą, bo dla najlepszych z nich Polska jest zwyczajnie za mała – mówił. Według niego Wielka Brytania, jako drugi partner handlowy Polski po Niemczech, może być świetnym miejscem do takiego rozwoju, tym bardziej, że z powodów historycznych stanowi idealny punkt wyjścia do ekspansji na inne rynki byłej Wspólnoty Brytyjskiej, nie tylko anglojęzyczne, przede wszystkim Stany Zjednoczone, Kanadę, Australię czy Nową Zelandię, ale również Indie.



Optymizm tonował nieco Bartosz Marcinkowski, partner w Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka. – Pamiętajmy, że wciąż dopiero raczkujemy jeśli chodzi o ekspansję naszych firm za granicą, obecny stan jest daleki od ideału – mówił. Przyznał jednak, że tendencja wychodzenia poza Polskę jest wyraźnie dostrzegalna. – Widać coraz większe zainteresowanie i presję firm, aby z Polski wychodzić, szukać swoich szans na dywersyfikację, synergie, korzystając z tego, że jesteśmy sporym krajem o silnej renomie za granicą – przekonywał. Bartosz Pastuszka dodawał, że nadal polskie firmy czują się za granicą jak pionierzy, bez wsparcia rzeszy innych, mniejszych podmiotów. – Pojedynczy wilk może upolować jelenia, ale równie dobrze może mu się to nie udać. Stado wilków byłoby tu zdecydowanie skuteczniejsze – argumentował.



Zdaniem części przedsiębiorców polskie firmy często mogłyby dziś znaczyć w Europie o wiele więcej niż znaczą, ale paradoksalnie nie dzieje się tak dlatego, że jesteśmy… wygodni. – Bardzo często zwycięża myślenie typu „po co porywać się na świat, skoro dobrze żyjemy na rynku krajowym”? – mówi Bogdan Fiszer, prezes spółki Conbelts Bytom. Szef producenta taśm przenośnikowych m.in. dla górnictwa opowiedział, jak ponad 30 lat temu w Wielkiej Brytanii powstała fabryka tego typu wyrobów, która musiała zmierzyć się z zamknięciem kopalni, odbiorcy swoich produktów. W rezultacie dzisiaj brytyjska firma ma 30 zakładów na całym świecie i jest wiodącym producentem taśm. Tymczasem polski zakład powstawał mniej więcej w tym samym czasie, wówczas jako jeden z najnowocześniejszych na rynku, ale do dzisiaj nie został zmuszony do wyjścia poza Polskę i w efekcie nadal dysponuje tylko jednym zakładem produkcyjnym. – A dzisiaj rynek krajowy daje nam optymizm najwyżej na stagnację – mówił Bogdan Fiszer. – Jeśli chcemy się rozwiać, musimy iść dalej, przy czym w tym sektorze jest to możliwe jedynie poza Europą – potwierdził spostrzeżenia prezesa Famuru.



Wbrew pozorom przedstawiciele biznesu raczej nie narzekają na brak środków na ekspansję zagraniczną. Zwracają uwagę na zupełnie inne problemy. – Nie ma dzisiaj ograniczeń do robienia biznesu w świecie, panuje raczej deficyt dobrych pomysłów, a nie kapitału – przekonywał Waldemar Łaski. Jego zdaniem jednym z większych problemów polskich firm za granicą jest natomiast brak rzetelnej informacji na temat rynku, na który chce się wejść. – Kupiliśmy niewielką firmę w Niemczech i w pakiecie otrzymaliśmy profesjonalnie przygotowaną informację eksportową, przygotowaną przez rządową agendę – mówił szef Famuru. – Polskie firmy zazwyczaj samodzielnie przecierają wszystkie szlaki, tracąc czas i pieniądze.



- Błędem jest też przykładanie jednej miary do różnych rynków, trzeba się uczyć specyfiki danego kraju, na przykład tego, że w Chinach niezbędne jest wsparcie polityczne. Akurat na zrozumieniu tego jak dany rynek funkcjonuje nie powinno się oszczędzać – dodawał Bogdan Fiszer.



Eksperci zgadzali się, że aby skutecznie zaistnieć poza granicami kraju, trzeba pokonywać bariery administracyjne, kulturowe, językowe, mentalnościowe czy prawne.



- Tego nie da się uniknąć i te bariery pozostaną zawsze, nawet w obrębie Europy – uważa Bartosz Marcinkowski. – Nawet gdyby Unia Europejska ujednoliciła wszelkie regulacje dotyczące np. prawa spółek, wszystkich różnic nie uda się wyeliminować, chociażby związanych z praktyką działania sądów gospodarczych.



Prezes KGHM przyznał, że historycznie fundamentalny błąd, jaki można popełnić, to błąd rozeznania rynku. – Jeśli ryzyko przewyższa spodziewane przychody, ekspansja mija się z celem – uważa Herbert Wirth. – KGHM po dziesięciu latach, bez sukcesów wycofał się z Afryki, co kładzie się cieniem na przyzwoleniu właściciela na dalszą ekspansję na innych rynkach.



Podkreślił również konieczność dobrego przygotowania projektów oraz korzystania z doświadczenia najlepszych specjalistów.



I to właśnie większość przedsiębiorców zgodnie uznała za największy atut polskich firm w zawojowywaniu zagranicznych rynków. – To ludzie. Głodni sukcesu, tacy, którym się chce, z dobrą bazą edukacyjną, postrzegani za granicą jako najbardziej solidni i pracowici – mówił Tomasz Misiak.



Dynamizm pracowników wśród najważniejszych czynników wspierających zagraniczną ekspansję polskich firm wskazał również Waldemar Łaski.

> POWRÓT DO KATALOGU


WIDEO

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.