Budownictwo. Nowa perspektywa, nowe strategie

wnp.pl (TE)
Fot. PTWP (Paweł Pawłowski)

Dwa lata głębokiego kryzysu w branży budowlanej powinno wystarczyć, aby uniknąć powielania dotychczasowych błędów. Jeśli nawet w wielu aspektach reguły rządzące rynkiem pozostają niekorzystne, to związane z tym ryzyko musi zostać odpowiednio wycenione i wkalkulowane w ofertę.

O przyszłości branży budowlanej mówiono podczas debaty „Budownictwo. Nowa perspektywa, nowe strategie”, która odbyła się w ramach szóstego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

GALERIA (18 zdjęć)



Roman Wieczorek, wiceprezes wykonawczy zarządu Skanska AB Stokcholm, podkreślił, że choć ostatnie siedem lat przyniosło przełom w rozwoju polskiej infrastruktury, to jednocześnie obnażyło niedojrzałość polskiego rynku budowlanego.



- Wszyscy nie byliśmy przygotowani na taką lawinę pieniędzy. Mamy za sobą niespełna 25 lat wolnego rynku, a na zachodzie te doświadczenia są kilka razy dłuższe - powiedział Wieczorek.



- Niemniej wszyscy znaliśmy też ówczesne fakty - prawo i warunki kontraktów. To wiadome, że przy boomie budowlanym będą rosnąć ceny materiałów i usług podwykonawców. To DNA budownictwa i analogicznej sytuacji należy spodziewać się w każdej innej branży. To były świadome decyzje menadżerskie, dlatego nie można całej winy przerzucać na inwestora publicznego - dodał.



Wieczorek wskazał, że istnieje szansa na to, że inwestycje drogowe zaplanowane na lata 2014-2020 będą lepiej rozłożone w czasie. Dodał, że nie będzie też takiego kamienia milowego jak Euro 2012, który prowadził do podejmowania „wariackich decyzji”. Z pewnością jednak nadal w przetargach będzie panowała ogromna konkurencja.



Tomasz Darowski, partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, przypomniał, że trwają prace nad nowelizacją Prawa zamówień publicznych, która wedle zapowiedzi ma zmaterializować się do końca 2014 r.



Zakłada ona m.in. zmniejszenie roli kryterium najniższej ceny w przetargach, waloryzację cen kontraktowych, a także bardziej precyzyjne rozwiązania dotyczące eliminacji ofert z rażąco niskimi cenami.



- Trzeba jednak pamiętać, że GDDKiA ogłosiła już ponad 50 przetargów na budowę odcinków dróg w ramach nowej perspektywy unijnego budżetu. Zatem ewentualny wpływ nowych regulacji, które wyglądają pozytywnie, będzie ograniczony - wskazał Darowski.



Andrzej Kozłowski, prezes Ulma Construccion Polska, podkreślił, że wciąż brakuje rozwiązań, które zabezpieczałyby interesy dostawców obsługujących budowy. Jak podkreślił, takim firmom jak Ulma, którym nie zapłacili upadli wykonawcy autostrad, pozostaje obecnie tylko walka o pieniądze w sądach.



Kozłowski zaznaczył, że tej sytuacji jest winny przede wszystkim „przeklęty łańcuch” niskich cen. Wskazał, że do 2009 r. w przetargach budowlanych średnie ceny były o 20 proc. wyższe od kosztorysów. W ostatnich latach średnie ceny w przetargach wynoszą zaledwie 60 proc. budżetów inwestorskich.



- W efekcie generalni wykonawcy żądają później od dostawców i podwykonawców absurdalnych cen. Na zachodzie Europy wybudowano dziesiątki tysięcy kilometrów dróg, a my, zamiast sięgnąć po te sprawdzone rozwiązania, wyważamy otwarte drzwi i wprowadzamy własne. Wiadomo, jakie to przyniosło efekty dla rynku budowlanego - stwierdził Kozłowski.



- Nie można też mówić, że „trzeba było się nie angażować w te kontrakty”. Jako Ulma zainwestowaliśmy wcześniej kilkaset milionów złotych, aby przygotować się do udziału w projektach, których piękne plany przedstawiano branży - dodał.



Maciej Marciniak, prezes Górażdże Beton, ocenił, że w najbliższych latach raczej nie należy spodziewać się skokowego wzrostu cen betonu towarowego; raczej powinny one rosnąć jednocyfrowo na poziomie 5-6 proc. W 2014 r. wzrost może wynieść ok. 10 proc., co wynika z niskiej bazy kryzysowego roku 2013.



Taki scenariusz jest możliwy, jeśli spełnią się plany bardziej równomiernego rozłożenia inwestycji w czasie niż w poprzedniej perspektywie unijnego budżetu.



W rekordowym dla branży 2011 r. wyprodukowano 24 mln m sześc. betonu towarowego. W 2013 r. było to 18 mln m sześc. Te wartości plasują Polskę na poziomie zbliżonym do Wielkiej Brytanii i wyższym niż pogrążona w kryzysie Hiszpania.



Marciniak zwrócił też uwagę na zagrożenie dla polskiego przemysłu cementowego, jakim są koszty emisji CO2. Mogą one doprowadzić do utraty konkurencyjności polskich cementowni na rzecz zakładów zlokalizowanych na Ukrainie czy Białorusi.



Józef Zubelewicz, członek zarządu Erbudu, zwrócił uwagę na kwestię tego, jakie spółki budowlane można nazywać „polskimi”.



- Spółka polska to taka, która jest zarejestrowana w Polsce, tu płaci podatki i zatrudnia polskich pracowników. Wówczas ma takie same koszty i warunki pozyskiwania kontraktów. To jest podstawowa kwestia, a nie to, jakiego pochodzenia jest kapitał danej firmy - wskazał Zubelewicz.



Jak podkreślił, to fundamentalna różnica wobec podmiotów, które pojawiają się na polskim rynku incydentalnie, bez lokalnych zasobów i doświadczeń, często go po prostu psując.



Zubelewicz zwrócił, że energetyka obecnie wyrasta na jeden z czołowych sektorów dla budownictwa po drogach, nie tylko za sprawą budowy nowych bloków energetycznych, a także dzięki modernizacjom i ochronie środowiska.



Zaznaczył, że prace budowlane stanowią tylko ok. 10-15 proc. wartości bloku energetycznego, dlatego generalne wykonawstwo całych obiektów i odpowiedzialność za ryzyko technologiczne może okazać się zgubne dla firm budowlanych. Dlatego bezpieczniejszą opcją udziału w takich inwestycjach są prace podwykonawcze.



Paulo Silva, członek zarządu Mota-Engil Central Europe, podkreślił, że sytuacja w budownictwie nie ulegnie znaczącej poprawie, jeśli wszystkie strony zaangażowane w realizację inwestycji nie będą sprawiedliwie dzielić się ryzykami.



- Musimy dążyć do sytuacji win-win - żaden z partnerów nie może zostać poświęcony dla sukcesu projektu. Jest jeszcze za wcześnie, aby oceniać, czy zmiany w GDDKiA przyniosą znaczącą poprawę na rynku. Przede wszystkim wykonawcy powinni jednak pamiętać, że jeśli widzą zbyt duże ryzyka w danej inwestycji, to nie powinni decydować się na składanie ofert - powiedział Silva.



W jego opinii, budząca wiele kontrowersji najniższa cena może być dobrym kryterium wyboru ofert w przetargach, ale po wcześniejszej dokładnej prekwalifikacji wykonawców - zbadaniu ich potencjału wykonawczego oraz finansowego.



Do tego potrzebne są spójne warunki kontraktowe - należy przyjąć istniejące wzorce, takie jak FIDIC, ale bez modyfikowania go na korzyść inwestorów, lub stworzyć polski standard umowy budowlanej. Tak, aby sąd był ostatnią opcją w rozstrzyganiu sporów, a nie pierwszą.



Wojciech Trojanowski, członek zarządu polskiego oddziału Strabaga, zaznaczył, że choć minęły dwa lata od Euro 2012, to wciąż trwa dyskusja nt. zmiany zasad funkcjonowania rynku budowlanego. Tymczasem w regulacje przekuto tylko ich niewielką część.



- Zamawiający muszą profesjonalnie oceniać oferty oraz nie bać się wykluczać tych z rażąco niskimi cenami. Najniższa cena może być najlepszym kryterium, ale tylko po dobrej prekwalifikacji. Trudno nazwać dobrą prekwalifikacją dopuszczanie do złożenia ofert cenowych w przetargach drogowych 20 wykonawców - stwierdził Trojanowski.



Pomimo tego zaznaczył, że Polska w kolejnych latach będzie nadal będzie wiodącym rynkiem budowlanym w Europie, który będzie przyciągał uwagę - nawet przy wszystkich swoich wadach, łącznie z niespotykanym na Zachodzie poziomem ryzyka przerzucanym na wykonawców.



Trojanowski wskazał, że ważnym inwestorem są także samorządy. W przypadku Strabaga odpowiadają one za połowę przychodów. W jego opinii, ten udział w przyszłości będzie rósł, gdyż samorządy muszą podnieść standard swojej sieci drogowej.



> POWRÓT DO KATALOGU

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.