II Pakiet klimatyczny UE? Energetyka wobec nowych wyzwań

wnp.pl (Dariusz Ciepioela)
Fot. Fotolia

Komisja Europejska zaproponowała cele polityki klimatycznej UE na rok 2030 zawierające m.in. cel 40 proc. redukcji emisji CO2. - Propozycje KE uderzą w gospodarki państw Europy środkowej, w tym Polski i mogą doprowadzić do ucieczki kilku gałęzi przemysłu i wzrostów cen energii - przekonywali uczestnicy panelu "II Pakiet klimatyczny UE? Energetyka wobec nowych wyzwań", jaki odbył się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

ZOBACZ MATERIAŁY WIDEO

- Unijni politycy przekonują, że UE powinna być światowym liderem w redukcji emisji CO2. Jest to argument nader wątpliwy. Stany Zjednoczone znacząco ograniczyły emisję CO2, trudno więc mówić o przywództwie UE w tym zakresie. Chińczycy od dawna mówią, że UE nie powinna liczyć na to, że złożą wiążące deklaracje dot. polityki klimatycznej. W Chinach wciąż ok. 30 proc. gospodarstw domowych nie ma dostępu do energii elektrycznej, więc nie będą sobie narzucali ograniczeń w rozwoju sektora energetycznego i gospodarki - mówił prof. Andrzej Kraszewski z Zakładu Informatyki i Badań Jakości Środowiska Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Warszawskiej, były minister środowiska.

GALERIA (10 zdjęć)



W tej sytuacji warto zastanowić się, jaki jest podstawowy powód tego, że spora część państw UE chce zaostrzenia polityki klimatycznej.



- Z gruntu odrzucam tezę, że te państwa są samobójcami gospodarczymi. Te państwa liczą, że zaostrzenie polityki przeniesie im korzyści - dodał Andrzej Kraszewski.



Jak wyliczał, Wielka Brytania oczekuje, że dzięki zaostrzeniu polityki klimatycznej rozwinie nowoczesne technologie energetyczne. Niemcy z kolei mówią, że jeżeli okaże się, że kilkadziesiąt miliardów euro wydane na energiewende zostało wyrzucone w błoto, to przyniesie to bardzo poważne polityczne reperkusje. Francja liczy natomiast na promowanie swoich technologii jądrowych.



Wyliczyć koszty dla wszystkich państw UE



- Komisja Europejska powinna przedstawić dokładne wyliczenia skutków zaostrzenia polityki klimatycznej dla każdego kraju członkowskiego z osobna a nie tylko dla całej UE. KE robiła uniki przed dostarczeniem wyników analiz takich skutków dla poszczególnych państw - wskazywał Andrzej Kraszewski.



W obecnej sytuacji każde z państw UE broni swoich interesów i oczekuje takich regulacji, które będą dla nich korzystne. A znalezienie uniwersalnego rozwiązania, kiedy sektory energetyczne państw UE znacząco się różnią jest niemożliwe.



- Szwecja 10 proc. swojej energii produkuje z paliw kopalnych, Francja jeszcze mniej, Niemcy kładą ogromny nacisk na rozwój energetyki wiatrowej - przypomina Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego i były premier.



W jego ocenie w UE zaczyna być tworzona równowaga pomiędzy założeniami klimatycznymi a realiami gospodarczymi.



- Energetyki nie możemy zmieniać rewolucyjnie tylko ewolucyjnie. Trzeba domagać się liczenia kosztów dla każdego z państw osobna a nie dla całej UE. Ostatnio coraz głośniejszy jest głos przemysłu z Francji czy Niemiec, który oczekuje łagodnej polityki klimatycznej. Hutnictwo czy branża cementowa nie mogą uciec od emisji CO2, ponieważ to wynika z ich procesów technologicznych. To jest jednym z powodów rozluźnienia polityki klimatycznej - wskazywał Jerzy Buzek.



Jego zdaniem istnieje kilka warunków poprawy sytuacji w sektorze energetycznym w krajach UE: stworzenie wspólnego, unijnego wolnego rynku energii, zwiększanie efektywności energetycznej, rozwój mikrogeneracji, stworzenie wokół UE wspólnoty państw ściśle współpracujących w sektorze energetycznym, do której powinny zostać włączone m.in. Ukraina, Gruzja oraz kraje bałkańskie.



Europa środkowa przeciw zaostrzaniu polityki klimatycznej



Obecnie trwa dyskusja nad przyjęciem celów polityki klimatycznej UE na rok 2030. Kraje Europy środkowej, w tym Polska, stoją na stanowisku, że zbyt ostre regulacje przyniosą wiele negatywnych skutków dla tych państw. Na początku maja br. w Czechach odbyło się spotkanie ministrów środowiska krajów Grupy Wyszehradzkiej (czyli Czech, Polski, Słowacji i Węgier) oraz Bułgarii, Chorwacji i Rumunii, w trakcie którego dyskutowano m.in. o celach redukcji CO2.



- Podczas spotkania panowała jednomyślność co do zbyt ambitnych celów UE w zakresie polityki energetyczne i ustanowienia nowego, 40 proc. celu redukcji emisji gazów cieplarnianych. Była wspólna ocena, że to zbyt ważna sprawa, żeby szybko przyjmować wiążące cele w tej kwestii - poinformował Maciej Grabowski, minister środowiska.



W komunikacie po spotkaniu zwrócono uwagę, że potrzebne są precyzyjne analizy ze strony Komisji Europejskiej nt. kosztów propozycji redukcji emisji CO2 o 40 proc. Zdaniem ministrów, bez takich analiz oraz sprawiedliwego podziału wysiłków pomiędzy państwami uzgodnienie nowego celu nie będzie możliwe.



Wkrótce mają być gotowe takie wyliczenia kosztów w przypadku Polski.



- Polski Komitet Energii Elektrycznej (PKEE), który jest stowarzyszeniem krajowego sektora energetycznego, przygotował już ocenę kosztów wdrożenia propozycji KE zawartych w Mapie drogowej 2050. Wkrótce ukaże się analiza kosztów wdrożenia pakietu klimatycznego 2030, która będzie podzielona na trzy części: wpływ pakietu na koszty funkcjonowania sektora energetycznego, wpływ pakietu na ceny energii i skutki ich przeniesienia na odbiorców oraz skutki pakietu dla przemysłu - poinformował Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu ds. strategii i rozwoju Tauron Polska Energia.



Jego zdaniem skutki nowego pakietu to tylko częściowo problem energetyki, większe koszty poniesie krajowa gospodarka i odbiorcy końcowi. Ze wstępnych wyliczeń wynika, że wprowadzenie pakietu 2030 w sposób nieproporcjonalny obciąży państwa członkowskie UE: Polska poniesie dwukrotnie większe koszty realizacji pakietu niż wyniesie średnia unijna.



Stanisław Tokarski przypomina, że istnieje wiele innych regulacji środowiskowych, do których Polska musi się dostosować. Obecnie przystosowujemy energetykę polską do dyrektywy IED (w sprawie emisji przemysłowych), która musi spełniać normy emisyjne od roku 2016, a już przygotowany jest nowy zakres regulacji, tzw. BREF, co oznacza, jakie dopuszczalne normy emisji mogą być od roku 2019.



- To oznacza np., że w zakresie emisji pyłów dozwolona norma emisji będzie niższa, niż ilość pyłu wzniesiona przez człowieka podczas spacerowania ulicą. Elektrownie staną się oczyszczalniami powietrza - przekonywał Stanisław Tokarski.



Jak zapewnia, dziś elektrownie pobierają wodę z rzek bardziej zanieczyszczoną niż oddają je do rzek po procesach technologicznych.



Przemysł się boi



Wiele gałęzi polskiego przemysłu wykorzystuje najnowsze technologie i dalsze ograniczenie emisji CO2 nie jest możliwe. Do takich branż należy m.in. przemysł cementowy.



- Cementownie w Polsce są "zielone". Zużywamy 100 kWh energii na tonę cementu w Polsce, to jeden z najniższych wskaźników w UE i na świecie - podkreślał Andrzej Balcerek, prezes zarządu, Górażdże Cement.



Jak wyjaśnił, w polskim przemyśle cementowym w ostatnich latach nastąpił ogromny skok technologiczny w efekcie czego znacząco zmniejszono zużycie ciepła wykorzystywanego w procesach technologicznych i emisję CO2.



- Węgiel kamienny zastąpiliśmy paliwami alternatywnymi, z których produkujemy ok. 40 proc. ciepła. Średnia dla UE wynosi ok. 30-31 proc. a średnia na świecie to 10 proc. - wyliczał Andrzej Balcerek.



Jak podkreślił, jeszcze nikt nie wymyślił technologii produkcji cementu bez kamienia wapniowego więc emisja CO2 przy produkcji cementu musi występować. Doprowadzenie więc do wysokich cen uprawnień do emisji CO2 mocno uderzy w sektor cementowy. Jeżeli koszty funkcjonowania cementowni okażą się zbyt duże to będą ona zmuszone do ograniczenia produkcji i przeniesienia produkcji do Afryki północnej i Europy wschodniej.



Także branża hutnicza wyraźnie poprawiła współczynniki emisyjności energochłonności.



- W ciągu ostatnich 40 lat europejskie hutnictwo zmniejszyło poziom emisji CO2 prawie o połowę, jednak przy obecnie ustalonych celach klimatycznych nawet najlepsze huty będą musiały kupować 30 proc. praw do emisji do roku 2020, a połowę do roku 2030. Te cele redukcyjne są niewykonalne przy obecnym poziomie dostępnych technologii. Wypełnienie celów zaproponowanych na rok 2030 zabije przemysł stalowy w Europie - ostrzegał Surojit Ghosh , country manager ArcelorMittal Poland.



Podkreślał, że przemysł energochłonny potrzebuje taniej i konkurencyjnej energii - a tego nam dziś w Europie brakuje.



- Tania energia to jedyny sposób wyjścia z obecnej trudnej sytuacji gospodarczej w UE - przekonywał Surojit Ghosh.



Zapewniał, że nie ma obecnie technologii pozwalających, przy rozsądnych zasadach ekonomicznych, na spełnienie proponowanych przez KE wymagań dot. redukcji emisji CO2.



Zwrócił przy tym uwagę, że poziom emisji CO2 emitowanego podczas produkcji stali poza Unią Europejską jest znacznie wyższy niż w Polsce, więc nieracjonalna polityka klimatyczna i energetyczna - która będzie zachęcała do wyprowadzanie przemysłów, takich jak hutnictwo, poza unię - prowadzi w rzeczywistości do wzrostu poziomu emisji w skali globalnej.



Unia łagodzi politykę klimatyczną



Część ekspertów i polityków spodziewa się, że polityka klimatyczna UE zostanie złagodzona. Pojawiły się już pierwsze oznaki takiej zmiany.



- Jeszcze niedawno posłowie do Parlamentu Europejskiego w niewielkim stopniu interesowali się skutkami gospodarczymi polityki klimatycznej UE. Traktowano ją jako element łączący UE. Teraz zaczyna się to zmieniać i w instytucjach unijnych coraz częściej zwycięża realizm nad ideologią - ocenił prof. Adam Gierek, poseł do Parlamentu Europejskiego.



Jego zdaniem model energetyki rozproszonej nie zdał w Niemczech egzaminu i prawdopodobnie podobnie będzie w Polsce. Przypomina, że w Niemczech oddawane są do eksploatacji elektrownie na węgiel kamienny i brunatny.



- Powoli nastąpi odejście od restrykcyjnej polityki klimatycznej UE na rzecz bardziej realnej - spodziewa się Adam Gierek.



Także inni europarlamentarzyści zwracają uwagę, że zmienia się ton dyskusji o polityce klimatycznej UE i coraz częściej mówi się o kosztach tej polityki.



- Dyskusję o polityce energetyczno-klimatycznej UE trzeba podzielić na dwie części: przed i po kryzysie. Przed kryzysem problem kosztów był całkowicie lekceważony, wszelkie wątpliwości zbijano tezą o "zielonym wzroście", który miał tworzyć nowe miejsca pracy. Powstały jednak wyliczenia mówiące, że wskutek polityki klimatycznej zagrożonych może zostać 28 mln miejsc pracy w UE a dzięki tej polityce i rozwoju OZE może powstać 4 mln miejsc pracy. To spowodowało, że teoria "zielonego wzrostu" została obalona - podkreślał Konrad Szymański, poseł do Parlamentu Europejskiego.



Jego zdaniem wszystkie optymistyczne teorie z przed kryzysu są w znacznym stopniu nieaktualne. Dziś nastrój dyskusji w UE, a nawet w Parlamencie Europejskim, który jest najbardziej odporny na zmianę, istotnie się zmienił.



Nie ma się czego bać?



Nie wszyscy eksperci oceniają, że polityka klimatyczna UE uderzy w europejski przemysł.



- Nie histeryzowałbym. Dziś jest o ok. 1 mld uprawnień do emisji CO2 za dużo. Cena CO2 jest na dość wysokim poziomie wynoszącym ok. 5 euro, ponieważ prawie wszyscy zatrzymują uprawnienie dla siebie i ich dostępność jest mała - wskazywał Maciej Wiśniewski , prezes zarządu Domu Maklerskiego Consus



Jak dodał, wprowadzenie backloadingu na rynku CO2 doprowadzi do tego, że w roku 2020 będzie aż 3,5 mld uprawnień za dużo, co stanowi ok. 1,5 roczne zużycie, wiec cena CO2 powinna być wówczas śmieciowa.



Maciej Wiśniewski zastrzega, że KE może doprowadzić do wzrostu zapotrzebowania na CO2 np. poprzez objęcie systemem handlu emisjami branż, które obecnie są po za tym systemem.

> POWRÓT DO KATALOGU


WIDEO

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.