Europa przyszłości

wnp.pl (Adam Sofuł)
Fot. Fotolia

Wspólnota europejska znalazła się na zakręcie - wciąż zmaga się ze skutkami kryzysu, wyparował optymizm i zapanowała niepewność co do przyszłości, a politycy nie są gotowi na reformy - zgadzali się uczestnicy panelu "Europa przyszłości" podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Mimo tych nie najlepszych nastrojów, zgoda panowała też co do jednego - Europa ma przyszłość!

Europa idzie do wyborów do Parlamentu Europejskiego w nienajlepszym humorze. Narastają nastroje eurosceptyczne, by nie powiedzieć antyeuropejskie i - zdaniem uczestników dyskusji - nie ma się co takiemu stanowi dziwić. Nie znaczy to jednak, że nie można i nie należy temu przeciwdziałać.

GALERIA (9 zdjęć)



-Europa to też kwestia nastrojów i emocji. Kryzys wiele dodał do negatywnego myślenia o Europie - mówiła Danuta Huebner, eurodeputowana, przewodnicząca Komisji ds. Rozwoju Regionalnego. Jej zdaniem na to potęgowanie negatywnych nastrojów nakłada się jeszcze jedna słabość wspólnoty - nieumiejętność komunikacji.



- Unia Europejska jest nieefektywna w kwestii komunikacji z ludźmi - powiedziała polska eurodeputowana, dodając, że jest to jeden z powodów pogorszenia nastrojów na kontynencie. - Można powiedzieć, ze pod tym względem Polska jest dziwnym krajem - zdecydowana większość jest bardzo zadowolona z 10 lat członkostwa - stwierdziła Danuta Huebner, chociaż przyznała, że to zadowolenie nie przekłada się na frekwencje wyborczą.



Na rosnącą nieufność zwracali jednak uwagę inni uczestnicy dyskusji. - Niedocenianym problemem jest to, że są narastające wobec UE obawy we Francji, gdzie wspólnota postrzegana jest jako narzędzie globalizacji - mówił ambasador Francji w Polsce Pierre Buhler.



Także była premier Finlandii Mari Kiviniemi przyznawała, że pojawia się coraz więcej ugrupowań antyeuropejskich, podkreślała jednak, że wciąż stanowią one margines. - Finalndia jest bardzo proeuropejska - zapewniała Kiviniemi, przypominając o zaangażowaniu tego kraju w antykryzysowe poczynania UE. - Udało nam się sprawić, że strefa euro funkcjonuje coraz lepiej - powiedziała.



To jednak nie oznacza, że skutki kryzysu zostały zażegnane - Unia Europejska przeżywa wciąż poważne problemy, które musi przezwyciężyć. - Chcemy reform strukturalnych powiększających konkurencyjność. Ważna jest również poprawa funkcjonowania jednolitego rynku i zachęcanie państw członkowskich do reform - stwierdziła była Premier Finlandii, dodając, że można już wskazać na pozytywne efekty takich działań. -Irlandia i Hiszpania pokazują, że można wychodzić z długów dzięki reformom - stwierdziła Mari Kiviniemi.



O ile jednak dyskutanci zgadzali się co do konieczności zmian, zarówno w strukturze, jak i polityce UE, to więcej problemów nastręczała odpowiedź na pytanie: "Jak owe reformy miałyby wyglądać?"



Niezaprzeczalną tendencją jest centralizacja UE - coraz więcej kompetencji przekazywanych jest na szczebel Komisji Europejskiej - i przesuwanie kręgów decyzyjnych do krajów strefy euro. Zdaniem Danuty Heubner, po najbliższych eurowyborach w Komisji Europejskiej będzie widać jeszcze silniejszy podział na kraje Eurolandu i pozostałe.



Eurodeputowana twierdzi, że już w tej kadencji możemy mieć do czynienia z zaczątkami odrębnego budżetu dla strefy euro. - Ważne jest to, by w tym procesie brać pod uwagę państwa, które jeszcze nie przyjęły wspólnej waluty, ale które zgłaszają akcesję do strefy euro - powiedziała Danuta Huebner, dodając, że zapisy dotyczące budżetu strefy euro znajdą się zapewne w nowym traktacie, który - jej zdaniem - jest kwestią najbliższych kilku lat.



Europa jednak do zmiany traktatu się nie pali. - Można próbować, ale trzeba przedstawić nowe mocne argumenty - mówił Pierre Bruhler. Ambasador Francji przypomniał, że to jego kraj był liderem starań o europejską konstytucje. - Byliśmy w forpoczcie pisania konstytucji, ale obywatele otworzyli nam oczy, kiedy odrzucili projekt w referendum - przypomniał Bruhler. Przyznał, że obowiązujący obecnie Traktat Lizboński nie jest idealny, ale wciąż daje europejskim politykom duże pole do działania. - Zapisy Traktatu Lizbońskiego nie zostały jeszcze w pełni wdrożone. Może zamiast rozpoczynać debatę nad nowym traktatem, najpierw należałoby w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje obecny - stwierdził Pierre Buhler.



Podobne wątpliwości były żywione co do drobniejszych reform, które miałyby usprawnić funkcjonowania europejskiej wspólnoty. Ze sceptycyzmem spotkała się propozycja zmniejszenia składu Komisji Europejskiej, by usprawnić funkcjonowania tego ciała - obecnie zasiadają w nim przedstawiciele wszystkich 28 państw członkowskich.



- Nie mamy nic przeciwko ograniczeniom administracji. Na Węgrzech mamy rząd składający się tylko z ośmiu ministrów i funkcjonuje on bardzo sprawnie. Moglibyśmy zaakceptować takie rozwiązanie, ale problemem jest to, jaką wówczas politykę będzie realizowała pomniejszona Komisja Europejska - mówił Zoltan Csefalvay, minister stanu w węgierskim ministerstwie gospodarki narodowej. - Unia Europejska będzie silna, jeżeli państwa członkowskie będą silne i z tego względu należałoby pozostawić Komisję Europejską w obecnym kształcie, aby każdy głos państwa członkowskiego był słyszalny - mówił Csefalvay.



Z mało entuzjastycznym przyjęciem spotyka się również pomysł większej integracji gospodarek unijnych poprzez ujednolicenie podatków. - Problemem Europy jest konkurencyjność i rzeczywistość jest taka, że bez względu na wszystko konkurencyjność Europy będzie spadać - głównie ze względu na szybki wzrost gospodarczy Chin i krajów Ameryki Południowej. Ale jedna stawka podatkowa przy różnych strukturach gospodarczych nie przyczyni się do wzrostu konkurencyjności - stwierdził Robin Barnett, ambasador brytyjski w Polsce.



Przyznał jednak, ze zmiany w UE są pożądane. - Potrzebne są nam lepsze regulacje, bardziej skuteczne, takie które nie będą obciążeniem dla biznesu - stwierdził brytyjski ambasador.



Z kolei Mari Kiviniemi sceptycznie odnosiła się do pomysłu utworzenia wspólnego dla Unii stanowiska ministra finansów. - To problem zdefiniowania zakresu jego kompetencji. Jeżeli taki minister funkcjonowałby w obecnych ramach traktatowych, to mogłoby to być do zaakceptowania. Ale nie jesteśmy za zmianą traktatów - stwierdziła była fińska premier.



Wyzwania dla Europy na przyszłość? Poza reformami wzmacniającymi konkurencyjność gospodarek kontynentu to przede wszystkim negocjacje na temat traktatu o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. - W tej pokryzysowej sytuacji może to być silny stymulant do wzrost gospodarczego po obu stronach Atlantyku - stwierdziła Danuta Huebner.



Dużo miejsca w dyskusji zajmowała większa integracja unijnej polityki, zwłaszcza w zakresie energetyki - w tym kontekście tematem wiodącym była niedawna propozycja polskiego premiera Donalda Tuska dotycząca stworzenia unii energetycznej. - Potrzebna jest współpraca polityczna w dziedzinie energetyki- mówił Pierre Buhler. - Padła propozycja ze strony premiera Tuska, prezydent Francoise Holland już ją poparł i będzie to wspólna inicjatywa polsko-francuska - dodał francuski ambasador.



Za chwilę jednak wyraźnie dal do zrozumienia, że unia energetyczna nie może raczej oznaczać odstępstwa od dotychczasowej polityki klimatycznej UE. - Polska i Francja mają wyjątkowy obowiązek aby razem działać i realizować ambitny plan, aby zmusić kraje, które najwięcej emitują, do redukcji tej emisji - podkreślił Pierre Bruhler.



Podobne zastrzeżenia miała Mari Kiviniemi. - W koncepcji premiera Tuska zawarto kilka dobrych propozycji, ale jest kilka nierozwiązanych kwestii - np. węgla. Nie możemy zastąpić gazu węglem, bo to prowadzi do wzrostu emisji - mówiła premier Finlandii. - Kolejne pytania rodzi pomysł wspólnych zakupów surowców energetycznych. Czy to oznacza, że wszystkie państwa europejskie miałyby kupować ropę od Norwegii? To chyba nie byłoby rozsądne rozwiązanie - mówiła Kivniemi.



Jej zdaniem należałoby się przyjrzeć dotychczasowym rozwiązaniom wobec odnawialnych źródeł energii. - OZE będą odgrywały coraz większą rolę i tak powinno być. Nie ma odwrotu od OZE. Są natomiast bariery - systemy wsparcia i subsydiów dla OZE są różne w różnych krajach i nie są kompatybilne. Może powinniśmy wyeliminować takie systemy, które nie służą zwiększaniu udziału OZE w europejskim bilansie energetycznym - zastanawiała się premier Finlandii.



Zoltan Csefalvay zwracał uwagę, ze kwestie energii są kluczowe dla konkurencyjności poszczególnych gospodarek. - Każdy kraj powinien mieć możliwość stworzenia własnego miksu energetycznego w zależności od swoich zasobów i potrzeb - mówił przedstawiciel węgierskiego rządu.



- Polski rząd popełnił błąd przy przedstawianiu tej propozycji, nie trzeba było w jej centrum stawiać węgla, raczej wspomnieć o roli źródeł odnawialnych - przyznawał Janusz Reiter, przewodniczący rady Centrum Stosunków Międzynarodowych, były ambasador RP w Niemczech. Podkreślił jednak, że demonizowanie węgla jest słusznie przez Polskę krytykowane. Jego zdaniem jednak najważniejsza w owej propozycji nie jest rola węgla czy gazu łupkowego, tylko budowanie solidarności Europy w kwestiach energetycznych. Co do tego była pełna zgoda. - Wspólne działanie jest cenne - przyznała Mari Kiviniemi.



- Unia energetyczna to pomysł na strukturalne wzmocnienie Europy wobec dostawców i trzeba to rozwiązać, niezależnie od kryzysu na Ukrainie - stwierdził Janusz Reiter. Jego zdaniem kluczowe będzie jednak stanowisko Niemiec wobec polskich propozycji. - Po raz pierwszy w relacjach polsko-niemieckich pojawia się naprawdę ważny temat. Tu już nie chodzi o poparcie dla Polski, w sytuacji, gdy to nic nie kosztuje - mówił były ambasador w Niemczech, zwracając przy okazji uwagę, że w kwestii spodziewanego stanowiska Niemiec jest w Polsce wiele nieporozumień - wielu obserwatorów uważa, że względy biznesowe zatriumfują nad politycznymi co osłabi reakcję na poczynania Rosji. - Biznes nie dyktuje niemieckiemu rządowi polityki zagranicznej, ale jest w tej polityce szanowany - powiedział Janusz Reiter. Podjęcie obecnej debaty będzie - jego zdaniem - testem dla polsko-niemieckiego partnerstwa, ale nie musi oznaczać zagrożenia dla wzajemnych relacji.



Kontekst rosyjski i sprawa unii energetycznej wywołała też inny temat - zdolności obronnych kontynentu i związanych z tym problemów przemysłu obronnego. Pierre Buhler wskazywał na korzyści z rozbudowy własnego przemysłu obronnego, mimo że w krótkiej perspektywie wiąże się to ze znacznie wyższymi kosztami niż w przypadku zakupu gotowego uzbrojenia. - Mamy jednak własne technologie - przekonywał francuski ambasador. - W przypadku zakupu uzbrojenia są potem problemy z jego usprawnianiem, modernizacją, odsprzedażą. Pamiętajmy też że koszt nabycia to jedna trzecia kosztu użytkowania uzbrojenia podkreślał Pierre Buhler. Są i inne korzyści gospodarcze - te branże nie będą przemieszczane do Chin, więc miejsca pracy pozostaną w kraju.



Chociaż w debacie nie przesądzano konkretnych rozwiązań na przyszłość dla Unii Europejskiej, to jednak pokazała ona w znacznym stopniu, w jakim kierunku zmierza Europa: głębszej integracji, jednak w większym stopniu dotyczącym strefy euro. Jakimi narzędziami wspólnota będzie te cele osiągać, pokażą najbliższe lata.

> POWRÓT DO KATALOGU

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.