Wielkie projekty inwestycyjne - planowanie i realizacja

wnp.pl (Ireneusz Chojnacki)
Fot. PTWP (Paweł Pawłowski)

Wielkie projekty inwestycyjne to relatywnie prosta dźwignia wzrostu gospodarczego, a zważywszy dostęp do środków z UE czas im sprzyja więc im więcej takich projektów tym lepiej, nawet jeśli są realizowane z poślizgiem czasowym. Niestety, dużą bolączką rynku jest słabość wykonawców, a zmorą ich nierzetelność w stosunku do podwykonawców. Natomiast otoczenie regulacyjne w jakim są realizowane inwestycje, aczkolwiek często krytykowane, nie jest jednoznacznie negatywne - wynika z debaty "Wielkie projekty inwestycyjne - planowanie i realizacja" zorganizowanej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2014.

Z dużymi projektami inwestycyjnymi zamawiający i wykonawcy mają masę problemów na całym świecie. Z danych jakie przedstawił Przemysław Stangierski, partner, A.T. Kearney, który prowadził debatę "Wielkie projekty inwestycyjne - planowanie i realizacja" wynikało, że większość projektów ( 61 proc.) nie jest realizowana w zakładanym budżecie, duża część projektów ( 39 proc. ) nie kończy się w zakładanym terminie, a w efekcie wiele z nich (23 proc.) osiąga parametry finansowe, które dyskwalifikowałyby je gdyby inwestor wiedział, że tak się skończą. Przy tym, jak podkreślił Przemysław Stangierski, gorzej jest z inwestycjami rozwojowymi niż z inwestycjami utrzymania, co jak ocenił skądinąd wydaje się naturalne, bo inwestycje rozwojowe oznaczają m.in. nowe technologie.

GALERIA (12 zdjęć)



- Jakbyśmy popatrzyli na skalę wyzwań makro, które stoją przed Polską to większym zmartwieniem, wydaje mi się, jest dla nas ilość ogłaszanych i niezrealizowanych projektów , a nie to czy one są zrealizowane w budżecie i w czasie. (….) Szanse na inwestycje, które mamy w tej dekadzie, pewnie się nie powtórzą. Naprawdę mamy 5, może 10 minut które powinniśmy jak najlepiej wykorzystać, jak najwięcej inwestycji zrealizować, a mniej przejmować się detalami. Naturalnie nie chcę przez to powiedzieć, żeby nie przywiązywać wagi do budżetu czy terminu, bo to jest poza dyskusją - mówił Jan Chadam, prezes zarządu Gaz-System.



Gaz-System, jak informował Chadam, zakończy w tym roku projekt warty około 8 mld zł, a polegający na budowie gazociągów o długości 1200 km. O inwestycjach PKN Orlen wynikających ze strategii opublikowanej w 2012 roku a oznaczającej 22,5 mld zł inwestycji w 5 lat, mówił Zbigniew Pawłucki, dyrektor wykonawczy ds. realizacji inwestycji majątkowych PKN Orlen. Podkreślił znaczenie projektów rozwojowych. Informował m.in., że w 2014 projekty rozwojowe wyprzedzają plany wynikające ze strategii.



- Znacie nas jako spółkę rafineryjna, ale w strategii, która została opublikowana w 2012 powiedzieliśmy, że chcemy się rozwijać w innych segmentach - upstream i energetyka. To są te dwa nowe segmenty, które w naszych wydatkach w nowej strategii stanowią największą część. A o tym, że nie tylko mówimy świadczy to , że jesteśmy już w 50 proc. zawansowani z budową bloku gazowo-parowego we Włocławku. (…) Ponadto trwa przetarg na budowę bloku gazowo-parowego w Płocku, gdzie dopuszczamy moc 600 MW - mówił Zbigniew Pawłucki.



Nie zabrakło oceny atrakcyjności energetyki z punktu widzenia sektora bankowego. Nie jest z tym już tak różowo jak w przeszłości, a mimo, że jak wskazywał Jacek Czerniak, dyrektor Departament Klientów Globalnych w Citi Handlowy, widoczny jest m.in. wzrost profesjonalizmu polskich inwestorów.



- Patrząc na skalę potrzeb sektora energetycznego można powiedzieć, że jest atrakcyjny, ale z drugiej strony ryzyka regulacyjne związane z otoczeniem sektora, polityka energetyczna w kraju i w Europie, stwarzają niepewność i na pewno atrakcyjność sektora jest inna niż 15-20 lat kiedy mieliśmy KDT- y. Wtedy prosto było sfinansować blok energetyczny i wiadomo było, że to się będzie opłacało - mówił Jacek Czerniak.



Uczestnicy debaty sporo uwagi poświęcili pragmatyce realizacji inwestycji, a w tym m.in. sposobom radzenia sobie przez inwestorów z problemami wykonawców, relacjom inwestor - wykonawca, znaczeniu i jakości otoczenia regulacyjnego, formułom realizacji inwestycji. Krzysztof Sadowski, prezes zarządu Enea Wytwarzanie, która buduje warty miliardy złotych nowy blok energetyczny w elektrowni Kozienice, pytany o zarządzanie ryzykiem w związku z problemami Polimex-Mostostal, który jest członkiem konsorcjum wykonawców, podkreślał znaczenie jakości kontraktów.



- Umowa na realizację projektu została podpisana z zachowaniem wszelkich profesjonalnych zasad. Konsorcjum, które zostało wyłonione do budowy odpowiada solidarnie za realizację projektu. (…) To co , mówiąc kolokwialnie, często rozkłada projekt to zatrzymanie płatności szczególnie dla podwykonawców. Myślę, że miernikiem tego jak to się u nas dzieje jest to, że do dzisiaj powinniśmy mieć zrealizowanych 8 tzw. kamieni milowych i zostało zrealizowanych 8. Są mechanizmy pozwalające zabezpieczyć płatności podwykonawcom. U nas po realizacji kamieni milowych pieniądze trafiają na celowe rachunki bankowe i z tych rachunków poprzez odpowiednie regulacje bank wypłaca środki bezpośrednio wykonawcom - mówił prezes Sadowski.



Szef Enei Wytwarzanie podkreślał, że w okresie kiedy tworzone są założenie projektowe, kiedy powstaje projekt podstawowy, arcyważne jest precyzyjne rozpisanie kamieni milowych projektu i określenie zakresu prac, który będzie bardzo zbieżny z terminami płatności.



Tematem debaty była też formuła realizacji kontraktów, w tym m.in. jej znaczenie dla zapewnienia finansowania inwestycji. PERN Przyjaźń realizuje budowę terminalu naftowego w formule "projektuj i buduj". Dariusz Zawadka, wiceprezes zarządu PERN Przyjaźń, wskazując, że inwestycja miała swój początek w strategii rozwoju grupy kapitałowej PERN, a wynikała z potrzeby zapewnienia alternatywnych kierunków dostaw ropy naftowej dla krajowych i niemieckich rafinerii, wyjaśniał przesłanki wyboru formuły realizacji inwestycji.



- Jak każda inwestycja tak i nasza ma swoje ryzyka. Myślę, że formuła "projektuj i buduj" jest dla nas lepsza niż inne z uwagi na zakładane terminy jej realizacji, jest bezpieczniejsza z punktu widzenia jej przebiegu. Nie było naszym celem żeby znaleźć wykonawcę i zapomnieć, natomiast chcieliśmy przenieść część ryzyk na stronę wykonawcy dając mu jednocześnie większą szanse na dobre wykonanie tej inwestycji, bo sam projektując będzie już mógł planować dalsze prace. Pozostawiliśmy sobie zapisaną w umowie możliwość kontrolowania, weryfikowania i nadzorowania tej inwestycji - wyjaśniał Dariusz Zawadka.



- Jest bogactwo form inwestowania natomiast instytucje finansujące najchętniej widzą generalnego wykonawcę, ale generalny wykonawca to ma być ktoś. Ma mieć zasoby ludzkie, sprzętowe, know- how i pieniądze. Niemniej inwestycja musi mieć nadzorcę, inaczej się nie da. Nie da się tak zrobić, że oto mam kontrakt EPC, jadę pod palmy , dostaję telefon, że gotowe i przyjeżdżam. Trzeba codziennie na realizację inwestycji patrzeć - uważa Adam Smolik, prezes zarządu Zakładów Pomiarowo-Badawczych Energetyki Energopomiar, którego zdaniem opóźnienie inwestycji o około 20 proc. oznacza, że nie da się już nadrobić czasu.



- Są rzeczywiście różne formuły realizacji inwestycji. Można ją powierzyć generalnemu wykonawcy w formule " pod klucz ", można ją podzielić i inwestor tak naprawdę przyjmuje na siebie koordynację wszelkich relacji pomiędzy poszczególnymi wykonawcami, ale to co mnie niepokoi to próba czasami łączenia jednego z drugim. (…) Nie powinniśmy doprowadzać do tego, że inwestor ingeruje w proces wyboru podwykonawców - ocenił Wojciech Kowalewski, członek zarządu, dyrektor Działu Prawnego i Compliance Siemens Sp. z o.o.



Bywa, że wielkie inwestycje to czasami mniej, a czasami bardziej spektakularne konflikty pomiędzy zamawiającym i wykonawcą. Prezes Smolik stwierdził, że wyznaje zasadę, iż umowa na realizację inwestycji jest po to, żeby coś fajnego zrobić w terminie, budżecie i właściwej jakości, a nie po to, żeby się "znakomicie procesować". Andrzej Twardowski, dyrektor Zakładu Elektrowni Alstom Power, ocenił, że jeśli ma się partnera nastawionego na cel, na uruchomienie instalacji, na wspólny sukces to zawsze można znaleźć rozwiązanie.



- Nie ma możliwości przewidzieć wszystkiego co się zdarzy w trakcie realizacji .Dynamika rynku jest tak duża, że zmieniają się uwarunkowania finansowe, pozycja i zdolności wykonawcze wielu uczestników procesu i sztuką nie jest to, żeby zabezpieczyć się w sposób absolutny tylko, żeby w sposób rozsądny zarządzać zmianami.(…) Pewnym nieszczęściem są wymogi ustawy o zamówieniach publicznych, kryterium ceny, sformalizowanie działalności proceduralnie i dopuszczanie używania referencji obcych. Przy małych projektach można się posiłkować obcymi doświadczeniami ,ale jeśli się dopuszcza wykonanie kompleksowych projektów EPC o wielomiliardowej wartości na bazie obcych referencji to wydaje mi się, że w sposób świadomy , czy nie świadomy, nie wiem jakie są przesłanki, dopuszcza się dodatkowe ryzyka - oceniał Andrzej Twardowski.



Wojciech Kowalewski wskazywał, że na przebieg inwestycji wpływają regulacje prawne, przygotowanie projektu po stronie inwestora, proces wyboru wykonawcy zapewniającego realizacje projektu odpowiednio do jego skali i stopnia komplikacji, a także umowa definiująca obowiązki i ryzyka stron właściwie alokujące ryzyka.



- W mojej ocenie ustawa o zamówieniach publicznych tak naprawdę nie jest zła. Często na nią narzekamy , jest wiele rzeczy które powinno się w niej zmienić, ale ogólnie to nie jest zła ustawa. Przepisy dają sporo elastyczności zamawiającym w konstruowaniu procedury jak doprowadzić do wyboru wykonawcy. Często mówi się o kryterium najniższej ceny, ale tak naprawdę jest duża dowolność i można wybrać inne kryterium tylko do tego po prostu potrzebna jest odwaga i decyzja żeby powiedzieć, że nie będę się kierował najniższą ceną. To co widzę jako problem to stosowanie tej ustawy - zbyt rygorystyczne, zbyt formalistyczne nacechowane zbyt dużym konserwatyzmem. To co postrzegam jako fundamentalny problem nie tylko ustawy o zamówieniach publicznych to tendencja związana z mnożeniem przepisów - mówił Wojciech Kowalewski.



- Myślę, że to co można by poprawić poza kwestiami formalnoprawnymi w związku z ustawą o zamówieniach publicznych to szersze włączenie dostawców technologii do optymalizacji projektu po stronie technicznej. Dlatego, że było wiele lat przerwy w dużych inwestycjach, dużo się zmieniło w stosunku do przyzwyczajeń operatorów, jest dużo nowych rozwiązań - mówił Andrzej Twardowski.



Uczestnicy debaty podkreślali wielokrotnie, że o ile negocjacje to z natury rzeczy czas nawet na najbardziej twarde rozmowy między zamawiający i wykonawcą o tyle podpisanie umowy powinno oznaczać niejako zjednoczenie wysiłków dla realizacji inwestycji, co jednak nie zawsze jest normą.



- Jeśli podpisujemy umowę, a przed nią są negocjacje to wtedy siedzimy pod dwóch stronach stołu. Natomiast w momencie gdy umowa jest podpisana to nie ma już dwóch stron, pchamy wózek w jedną stronę. Jeśli tego nie ma to jest początek problemu - oceniał Zbigniew Pawłucki.



Prezes Jan Chadam wskazywał na słabość wykonawców. Oceniał, że ten sektor cechuje słaba kondycja finansowa, brak nastawienia na sukces i brak determinacji, żeby osiągnąć cel.



- Właściwie wykonawca, mówię na podstawie własnego doświadczenia, najchętniej już na drugi dzień po podpisaniu umowy mówiłby o zmianie terminu. Oczywiście, to pewnie nie dotyczy wszystkich dużych wykonawców, ale moje doświadczenie po 5-6 latach jest właśnie takie. (…) Wniosek jest taki, że trzeba aktywnie zarządzać projektem. Gdybyśmy tego nie robili to przy naszych skomplikowanych inwestycjach liniowych można by powiedzieć, że wszystkie skończyłyby się po prostu katastrofą.(…) To co mnie najbardziej razi u wykonawców to ich nierzetelność w stosunku do podwykonawców. Dla mnie jest to dość obrzydliwe, bo największym problemem z jakim my się borykamy jest to, że mamy podwykonawców, którzy stoją w kolejkach po swoje pieniądze tylko dlatego ,że wykonawca wziął pieniądze i nie zapłacił podwykonawcy. To jest w mojej ocenie wręcz godne społecznego napiętnowania - mówił Jan Chadam.

> POWRÓT DO KATALOGU

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.