Migracje we współczesnej Europie - pułapka czy szansa?

wnp.pl (Katarzyna Walterska)
RETRANSMISJA

Migracja we współczesnym świecie może być szansą rozwoju poszczególnych gospodarek. Nie należy traktować jej w kategoriach problemu. Problemem jest natomiast polityka społeczna. Jeśli Europa chce dogonić świat musi zastanowić się jak zreformować politykę społeczną.

ZOBACZ MATERIAŁY WIDEO

Takie wnioski płyną z dyskusji ""Migracje we współczesnej Europie - pułapka czy szansa?", która odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

GALERIA (24 zdjęć)



Zdenek Bakala, czeski inwestor, wiceprezes NWR, wpółzałożyciel BXR Group oraz członek Rady Programowej CEED Institute uważa, że problem migracji jest sprawą kulturową.



- Ale migracje są dla mnie szansą. Dzięki nim, jako inwestor, dysponuję znacznie bardziej zdywersyfikowanym portfelem talentów - mówił Zdenek Bakala.



Podobne stanowisko wyraził Jan Kulczyk, przewodniczący rady nadzorczej Kulczyk Investments i założyciel CEED Institute, organizacji, która właśnie przygotowała kompleksowy raport dotyczący migracji we współczesnej Europie.



- Problem migracji, szczególnie w okresie globalizacji, jest najważniejszą sprawą, która należy rozwiązać - powiedział czołowy polski inwestor. - Problem w tym, że w naszej mentalności aspekty nieekonomiczne większą rolę, niż aspekty ekonomiczne.



Jego zdaniem Europa powinna postawić sobie za przykład USA, które doszły do pozycji największej światowej potęgi, dzięki otwartości na przybyszów z całego świata.



Hiszpańskie problemy



Hiszpania wstąpiła do UE w 1986 roku i ma o kilkanaście lat dłuższe doświadczenie. Prof. Pedro Videla z Wydziału Ekonomii IESE Business School w Barcelonie uważa, że problem migracji jest bardzo złożony, ale jako profesor ekonomii patrzy na ten problem z perspektywy ekonomicznej.



- Migracje są pozytywne dla społeczeństw. W latach 50-60-70-tych XX wieku Hiszpania wysyłała zagranicę sporo ludzi. Zwiększone bezrobocie, z jakim mieliśmy wówczas do czynienia skłaniało ludzi do wyjazdów a tym samym pozwalało na lepsze życie na emigracji. Po wstąpieniu do UE, PKB na mieszkańca wzrósł. Nastąpił boom w hiszpańskiej gospodarce a zaraz potem przyszła recesja. Emigracja pomaga rozwiązywać ten problem - mówił Pedro Videla.



Jego zdaniem migracje pomogły zastąpić elastyczność na rynku pracy. Hiszpanie, którzy zdecydowali się na wyjazd w 50-60-70- tych, nigdy nie wrócili do kraju. Czy zatem ci, którzy wyjechali z powodu ostatniego kryzysu w poszukiwaniu pracy, zdecydują się kiedyś na powrót?



- Wydaje mi się, że tym razem jest duże prawdopodobieństwo, że ci ludzie wrócą, bo to jest kwestia cyklu koniunkturalnego. Mamy lepszy standard życia na emigracji, ale z drugiej strony teraz PKB w Hiszpanii to 90 proc. średniego PKB w UE, więc perspektywy nie są dużo lepsze na emigracji, jak miało to miejsca w latach 50-70-tych - mówił Pedro Videla.



Jan Kulczyk uważa, że Polska na tle innych krajów ma i tak niewielki procent rodaków na emigracji. To zaledwie 5 proc. społeczeństwa, czyli około 2 mln.



- Problem społeczeństw Europy leży w mentalności, w sprawach związanych z kulturą, językiem, religią. Aspekty nieekonomiczne czasami odgrywają większą role niż sprawy ekonomiczne. Fenomenalny boom w Stanach Zjednoczonych od 150 lat polegał na tym, że to ludzie szukali pracy, nie praca ludzi. Za pracą jechało w każdą cześć USA a nie czekało aż praca przyjedzie do ludzi. Europa przez swoją mentalność ponosi ogromne koszty społeczne. Prawdą jest, że Wspólna Europa to 25 proc. PKB świata, ale prawdą jest również to, że Europa to 60 proc. wszystkich wydatków socjalnych świata, a ludność UE to tylko 7 proc. ludność całej Europy to 10 proc. te liczby się po prostu rozjeżdżają i długo nie będzie można tego zaakceptować - mówił Jak Kulczyk.



Zwrócił też uwagę na procentowy udział ludzi pracujących na bezrobotnych. W Polsce aktywnych zawodowo jest tylko 53 proc. ludzi a dla porównania w Afryce aż 80 proc. Na 10 najszybciej rozwijających się krajów na świecie - 7 jest z Afryki, 3 z Azji i żadnego z Europy. Oczywiście to są zimne liczby, bo jeszcze trzeba brać pod uwagę aspekt ludzi - dodał.



- Jeśli uświadomimy sobie, że nasze przywiązanie do tradycji, języka, kultury obciąża Europę, nie uwolnimy się od takiego myślenia i nie zrozumiemy, że jesteśmy częścią globalnego świata, to będziemy mieli w Europie problem - podkreślił.



Jak nasz region postrzegany jest przez Międzynarodową Organizację ds. Migracji?



William Lacy Swing, dyrektor generalny Międzynarodowej Organizacja ds. Migracji zgodził się z prof. Pedro Videlą, że migracja historycznie była zdecydowanie pozytywnym zjawiskiem i ukształtowała nasze kraje.



- Teraz zdecydowanie więcej ludzi podróżuje niż kiedykolwiek wcześniej. Około 1 mld z 7 mld ludzi na świecie to emigranci. Więcej ludzi jest mobilnych, przekracza granice albo porusza się w obrębie danego kraju niż kiedykolwiek wcześniej. Z kolei w XX wieku po raz pierwszy populacja świata powiększyła się 4 krotnie i to również rzuciło cień na migracje - ocenił William Lacy Swing.



Ale też - jego zdaniem - obecnie mamy ogromną feminizację emigracji. Kobiety nie zawsze uczestniczyły w tym zjawisku. Nie zawsze w takim stopniu, jak obecnie szukały zatrudnienia. Wszystkie państwa muszą zdać sobie sprawę z tego, że migracja na świecie nie będzie nieprzewidywalna w najbliższej przyszłości. W Japonii, Kanadzie, USA mamy do czynienia ze starzejącym się społeczeństwem, nawet w Chinach jest ten problem a więc po prostu zabraknie ludzi do wykonywania pracy.



- Za kilkadziesiąt lat będzie brakowało milionów ludzi do pracy. Z tej perspektywy powiedziałbym, że migracja jest problemem, który należy rozwiązać, ale to też szansa na rozwiązanie innych problemów gospodarczych. Niemniej jednak musimy dostosować kraje do przybycia emigrantów. Migranci mogą pomóc w rozwoju poszczególnych społeczeństw. Nie powinniśmy być zaniepokojeni tymi, którzy wyjeżdżają a skupić się na tych, którzy do nas przyjeżdżają.



Dobre dla dużych, złe dla małych



Arūnas Siksta, dyrektor The Vilnius International University Business School, członek rady programowej CEED Institute podkreślił podczas debaty, że wszystko, co jest dobre w skali globalnej wynika ze skali lokalnej.



- Małe gospodarki, gospodarki rozwijające się muszą bardzo ostrożnie podchodzić do wszelkiego rodzaju statystyk zwłaszcza, gdy mamy na myśli problemy społeczne. Tak naprawdę nie rozmawiamy tu o migracja, ale o procesach gospodarczych. Wydaje mi się, że migracje są tak stare jak ludzkość. Tylko kiedyś były mniej kontrolowane. Europa chce być jednością, ale chce też konkurować z resztą świata - mówił Arūnas Siksta.



- Europa ma wiele nieobsadzonych miejsc pracy, ale w dalszym ciągu jesteśmy zamknięci na resztę świata. Jeśli chcemy być konkurencyjni musimy zastanowić się nad unijną polityką migracji - dodał.



Jego zdaniem migracja w przypadku małych krajów jest jednak dużym problemem. - W takich krajach system społeczny na pewno się zawali. Nie ma podatników, ludzie nie płaca składek emerytalnych. Kraje, które dostarczają siłę roboczą do najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajów europejskich, tam płacą podatki tam i to tam tworzy się rozwój. A małe kraje muszą pożyczać środki na arenie międzynarodowej żeby wspierać krajowy system socjalny.



Indrek Neivelt, przewodniczący rady nadzorczej Bank of Saint Petersburg, przewodniczący rady nadzorczej estońskiej grupy Ldiamon oraz członek rady programowej CEED Institute również uważa, że migracja nie jest problemem.



- Problemem jest system opieki społecznej, który nie jest przystosowany do tak szeroko zakrojonej migracji. Np. jeśli ktoś pochodzi z Katowic a pracuje w Warszawie to dostanie emeryturę na podstawie wypracowanych lat. Ale jeśli już jakiś Polak pracuje w Londynie to nie uczestniczy w systemie zabezpieczenia społecznego w Polsce. I myślę, że to jest prawdziwy problem w UE, szczególnie w krajach, w których jest więcej niż 10 proc. zatrudnionych jest poza granicami. Powinniśmy skupić się na systemie socjalnym i zastanowić się, w jaki sposób możemy go zreformować w Europie. Co zrobić, aby ludzie na emeryturze w Rumunii, w Polsce czy krajach bałtyckich mogli uzyskać cześć swoich emerytur z UE, jeśli pracowali zagranicą. To by uczyniło system socjalny dużo bardziej sprawiedliwym w porównaniu obecna sytuacją - podkreślił.



Indrek Neivelt przyznał, że w Estończycy mają blisko do Finlandii, w której standard życia jest na wyższym poziomie, ale tak na prawdę nie wiadomo ile osób pracuje w tygodniu w odległych o zaledwie 80 km Helsinkach. Statystyka nie wykazuje także pracujących dorywczo.



Apele do Polaków



Odkąd Polscy zaczęli masowo wyjeżdżać za pracą, politycy nie przestają namawiać ich do powrotu. - W Polsce czekają nowe możliwości, ze zdobytym doświadczeniem możecie sobie poradzić i żyć we własnym kraju - mówią politycy. Apele te nie przynoszą żadnych rezultatów. Czym realnie możemy skusić Polaków do powrotu z emigracji?



- Dyskusja idąca w kierunku namawiania do powrotu, bo to Polska was wykształciła i tu jesteście potrzebni ma trochę wydźwięk historyczny, XX wieczny. Przestańmy myśleć w kategoriach narodowych. To jest kwestia gospodarcza. Ludzie jadą tam gdzie jest lepsza praca. Jeśli świetni, polscy inżynierowie mogą być jednymi z najlepszych inżynierów Doliny Krzemowej, zarabiać wielokrotnie więcej i tworzyć postęp świata to ja, jako Polak, jestem z nich dumny i nie wiem, czy ma sens żeby wrócili nad Wisłę, bo tu ich siła będzie słabsza - mówił Jan Kulczyk.



I dodał, że jeśli nie zrozumiemy, że dzisiaj świat jest globalny to żadne zachęty nic nie pomogą. - Świat jest dla nas i powinniśmy wykorzystać tę szansę. Jesteśmy trochę sztuczni. Historycznie i mentalnie za bardzo przywiązani do ziemi. Zresztą tak zawsze było. A zapominamy, że najcudowniejsze dla każdego narodu jest zdobywanie świata przez jego przedstawicieli - dodał.



Björn Saven, prezes skandynawskiej grupy inwestycyjnej IK Investment Partners - faktycznie sam migrantem. Mieszkał w Szwecji USA i wielkiej Brytanii. - Przekraczajmy granice z inwestycjami. Wykorzystujmy sąsiadów a uzyskamy ciekawe - mówił.



Uczestnicy panelu nie wierzą w inicjatywy rządowe ukierunkowane na jeden aspekt. Migracja jest skorelowana ze wzrostem PKB, dlatego musimy doprowadzić do tego, aby rządy opracowały szereg konkretnych polityk do stymulowania PKB i inwestycji. I to rozwiąże problem migracji.



William Lacy Swing podkreślił, że migracja to staromodny termin. Mówimy teraz raczej o mobilności. Nie możemy powstrzymać ludzi. Musimy ułatwiać mobilność. - Biorąc pod uwagę kryzys i spowolnienie gospodarcze, oraz obawy po atakach z 11 września, że każdy, kto przekracza granice może być potencjalnie terrorystą, musimy to przezwyciężyć. Musimy dorównać do reszty świat, który jest teraz mobilny. Nie mówię o świecie bez granic, ale o sensowniej polityce i rozsądniej zorganizowanym świecie - dodał.



Podkreślił, że kraje skandynawskie mają ogromny kapitał do zainwestowania i jednym z krajów gdzie Skandynawowie chcieliby go wykorzystać jest właśnie w Polska. - Ale w Polsce źródłem problemów są możliwości inwestycyjne dla małych i średnich przedsiębiorstw.



Niedługo obędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Istnieję obaw, że po wyborach w europarlamencie znajdzie się największa jak do tej reprezentacja partii opowiadających się za ograniczeniem praw do przyjmowania w starej Unii emigrantów z nowej Unii. Z drugiej strony mamy kryzys na wschodzie. Polska ma prawo obawiać się nie tyle fali emigrantów, co uchodźców, jeśli dojdzie do tzw. czarnego scenariusza.



Czy zatem Europa się cofa?



- Jeśli ograniczymy migrację, to bez wątpienia Europa się cofnie. Migrację są jak postęp gospodarczy, jak handel. To jest korzyść dla wszystkich niezależnie od tego czy mamy do czynienia z wykwalifikowaną siłą roboczą czy nie - mówił Pedro Videla.



Jan Kulczyk stwierdził, że Europejczycy z jednej strony chcieliśmy korzystać ze wszystkich uprawnień, jakie daje obecność w świecie, a z drugiej strony trwamy przy państwach narodowych. - Musimy się zdecydować czy chcemy wspólnej Europy a to oznacza wszystko wspólne, waluta, system emerytalny, infrastruktura. Albo chcemy państw narodowych, ale wtedy nie mówmy o wspólnej Europie i nie liczmy na to, ze będziemy wiodącą gospodarką świata - podsumował inwestor.



Musimy zdecydować czy ważniejsze jest przywiązanie do tradycji i kultury czy ważniejsza jest gospodarka.



Dyskusję podsumował Lech Wałęsa, były prezydent Rzeczypospolitej Polskiej a zarazem ambasador CEED Institute. - Jeśli nie odejdziemy od myślenia państwo-kraj na rzecz większych organizacji, to rozwiązanie problemów związanych z migracjami będzie bardzo trudne - stwierdził legendarny przywódca Solidarności.



- Możemy żyć w świecie bez złych podziałów, technologie wymuszą większe zorganizowanie. Państwo-kraj to za mało. Migracje widzę inaczej. Skoro politycy nie radzą sobie z różnymi sprawami to ludzie sami emigrując wymuszają wyrównanie poziomów. I z tego punktu widzenia migrację są korzystne - podsumował.



Panel dyskusyjny zamknęło uroczyste wręczenie nagrody CEED Institute, którą otrzymali estońscy twórcy komunikatora internetowego Skype. Statuetkę z rąk Lecha Wałęsy i Jana Kulczyka odebrał w ich imieniu Jaan Tallinn, czołowy estoński programista, stale zaangażowany w rozwijanie projektu Skype.

> POWRÓT DO KATALOGU


WIDEO

  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.